Anna Szuca
W drodze,  2009 r.

W drodze

zachłannie rozpoczęłam
swoje wędrowanie
zaprzęg życia porywisty
nieustannie zmieniał drogę
rozwidlenia traktów
dawały możliwość rozwiązań
nie zawsze osiągalnych
uskrzydlona marzeniami
boleśnie odczuwałam
kontakt z ziemią
zadziwiał mnie świat
i chaos kosmosu
jestem eremitą
w bezkresie czasoprzestrzeni
i powoli zmierzam do mety
wiecznego postoju


Trajektoria

już dawno wyznaczyłam
swój kurs na szlaku życia
inkrustowałam go
alejami uczuć
zdobiłam ornamentami
dobrych dni
arteria bytu osiągała
tor prawidłowy
tworząc niekiedy labirynty
meandry i bezdroża
kompas przeznaczenia
wskazał właściwy kierunek
i stanęłam na estakadzie
zagubionej drogi


Wybrałam

nie zmarnuję danego mi czasu
tak trudno zatrzymać miniony
historii biegu nie przerwę
i snów nie zatrzymam wyśnionych
drzewo nad swym cieniem
czasrne konary pochyla
pijany wiatr z szaleństwem
ściga barwnego motyla
chwili chwili nierówna

msza nieba Panu biją dzwony
grają świerszcze pacierze
ołtarz świata w odcieniu zielonym
nie zmarnuję danego mi czasu
tu na ziemi i tam w wieczności
poszukam dla siebie imienia
i znajdę kształ dla miłości


Zniewolona

jak maleńka bryła ziemi
egzystuję
czas przyspiesza rytm człowieczy
protestuję
nie wiem tego co chcę wiedzieć
o przestrzeni
ja nie zdążę nie rozpoznam
i nic nie zmienię
losu mego co wziął życie w swe
ramiona
dał co chciał i uwiódł mnie
zniewolona
dzielę siebie swoje myśli daję
w darze
czy to robię mądrze dobrze czas
pokaże


Gdzieś we Wszechświecie

Jest taka przestrzeń
co myślom nadaje kształty wymierne
otacza kręgami wielkiej namiętności
tworzy bez trudu człowiecze sobowtóry...
Jest taki czas
co nie milknie w chwili śmierci
pozwala zegarom odmierzać nowe godziny,
tworzy bez trudu człowiecze embriony...
Jest taka głębia
co pochłania blaski i cienie ducha,
ocenia po stokroć zdradę i miłość,
tworzy bez trudu
człowiecze namiastki...
Jest taka Planeta,
co buduje miejsca narodzin i zgonów,
zawieszona w przestrzeni, czasie i głębi,
tworzy bez trudu człowiecze pokolenia...
 

Ślepcy

figurka drewnianego
starca z fajką
patrzy ślepym
spojrzeniem
na kolory
wstającego dnia
żal mi
rzeźbionych ludzi
o ślepych
spojrzeniach