Mariusz Kaznowski 
Debiutancki tomik Krzysztofa Grabonia 

 
Mieczysława Buczkówna, będąc przednią amazonką dosiadającą Pegaza, starała się dać odpowiedź na – wydawałoby się z pozoru banalne, czy nawet niestosowne – pytanie Co to jest poezja? Przełamując pewien dylemat i wewnętrzne sprzeczności, sprecyzowała bez nachalnego moralizatorstwa, a wręcz z wątpliwością swe przemyślenia i doświadczenia: A może poezja jest [...] przedmiotem stworzonym z niczego, ściślej: z naszej wyobraźni.
Przedmiotem, którego materią są słowa, tak jak w rzeźbie tworzywo: drewno, metal
a dzisiaj wszystko właściwie. Wystarczy zajrzeć na wystawy sztuki współczesnej. To samo dotyczy malarstwa, które nie jest przecież fotografią na przykład portrety Rembrandta... Nie jest poezja
listem, pamiętnikiem
choć może zawierać elementy
biografii autora.

Nie jest wreszcie igraszką słowną jak to się działo
i dzieje w niektórych wierszach.

Nie jest mnożeniem znaczeń ciemnym światłem.

Nie jest zabawą komputerową, nie jest igraszką
graficzną... Oj, łatwiej powiedzieć, czym nie jest, niż czym jest!

Rację miał młody poeta, który pożegnał się ze światem, chory, nadwrażliwy, mówiąc: “wszystko jest poezją”...

Ale rację miał też wielki poeta Leśmian, gdy stwierdzał: wszystko, co się powie o poezji, jest nieprawdą...

A co jest prawdą?

I to pytanie staje się udziałem rozterek bądź klarownych, pozbawionych wątpliwości sądów. Właśnie z tym problemem wiedzie pojedynek w swym debiutanckim tomiku urodzony w Brzozowie, a mieszkający w Turzym Polu Krzysztof Graboń. Młody człowiek o wrażliwym guście po raz pierwszy opublikował swoje wiersze na łamach “Wiadomości Brzozowskich”, a później jego liryki i proza pojawiły się w “Dzienniku Polskim”, “Nadwisłoczu”, “Akancie”, “Merku” i trzech (jak dotychczas) antologiach. Obserwacje przelane na papier przez członka Krośnieńskiego Klubu Literackiego niosą ze sobą walor odważnego i bezpośredniego wyznania o poezji, która pozostaje dla niego “wierną przyjaciółką”.

Już pobieżna lektura tomiku pozwala dostrzec, że Autor wysoko ceni sobie autentyczność własnej refleksji, a innym priorytetem pozostaje dla Niego niemal żelazna konsekwencja w dążeniu do wyznaczonego sobie celu. Prawdopodobnie efektem poezji Krzysztofa Grabonia ma być właśnie odkrycie lub przynajmniej próba naszkicowania prawdy. Ta optyka – bardzo klasyczna w treści – jest poniekąd perspektywą odróżniającą Autora od powszechnej dzisiaj wizji różnego rodzaju postmodernizmów,
w której motywem przewodnim obligatoryjnie powinno być zło. Wiersze brzozowsko-krośnieńskiego poety są z tego punktu widzenia nonkonformistyczne, idą może nie tyle pod prąd, co obok modnej tendencji. Romuald Rosiński we wstępie do tomiku przekazuje odczucie, iż: Graboń pisze inaczej. Wstrzelił się w środek: lubi pofilozofować i ma co wspominać, lecz nie czyni z tego osi dramatu – doświadczenie chwili jest dla niego tylko pretekstem do podjęcia wędrówki. Jest młody, więc wędruje globalnie – od wschodu do zachodu – w geografii przestrzeni, czasu i języka. Przestrzeń nie budzi jego nieufności. Epatuje pięknem i jawi się jako źródło inspiracji.

Treść wysmakowanych kompozycji debiutującego tomikiem jest – jak wspomniałem – klasyczna, natomiast forma nie pozostawia wątpliwości co do maniery współczesnej, i to realizowanej z pełną swobodą, bez wymuszonej sztuczności. To jeden z atutów liryki młodego adepta sztuki Parnasu.

Co ciekawe, młody człowiek, jakim jest Autor (rocznik 1984) nie ma bariery odnoszenia się do czasu. Przeciętny młodzieniec na ogół nie zajmuje się problemami związanymi z przemijaniem, Krzysztof Graboń jest jednak poetą, a zatem człowiekiem, który z przeciętnością i szarzyzną nie ma zbyt wiele wspólnego. Dla niego już otwierający tomik wiersz jest swoistym manifestem bardzo dojrzałego podejścia do upływu czasu, co zaznacza prostą, a jakże wymowną figurą na prawym nadgarstku / tykający miernik / mordercy. Nie jest to przypadkowa metafora, skoro już w jednym z kolejnych utworów Autor stwierdza w tytule Znienawidził mnie czas. Zdaje sobie sprawę z tego, że nieskończoność / podąża za mną / swoim rytmem. Bez ogródek wyznaje: odliczam sekundy / zamykam oczy / słucham świstu / to wszystko jest / wyobraźnią. Raczej nie lubi określenia żyć i zastępuje go sformułowaniem wegetować.

Jest poniekąd lirycznym pejzażystą. Niebagatelną rolę przyznaje krajobrazowi, niekiedy czyni z niego widowiskowe tło, innym razem oś przewodnią, która tylko pozornie przesłania najistotniejsze wartości. Pojawiają się w jego wierszach na równych prawach miejsca kontemplacji bazar i krośnieński kościół franciszkanów, pełne piękna Bieszczady, drzewa w Krościenku Wyżnem i przystanek, którego zimne szkło wywołuje impuls. Bohaterem stać się może zerwany w górach kwiat, jak i wyrzucony do kosza skręt.

Poezja Krzysztofa Grabonia nie stroni od aluzji etycznych. Dopomina się sprawiedliwości, o której krzyczymy. Skarży się na to, że egzystencja czasem bywa okaleczana przez cywilizację. Zmaga się ze smutkiem życia, ale jednocześnie potrafi niebywale lekko dostrzec jego głębię, sens, płynący z niepewności i wyrażany  w listach czy SMS-ach, a także potrzebę spełnienia marzeń.

Nie sposób zatem odmówić słuszności Romualdowi Rosińskiemu, który zachęca do lektury w następujący  sposób: “Wschód i zachód” to bardzo interesujący tomik i jest zapowiedzią dalszych sukcesów twórczych młodego autora.