| Obok
Krajeński Kwartalnik Kulturalny
|
| powrót |
| Mariusz Kaznowski |
| Debiutancki tomik Krzysztofa Grabonia |
|
Nie
jest wreszcie igraszką słowną – jak to się działo Nie jest mnożeniem znaczeń – ciemnym światłem. Nie
jest zabawą komputerową, nie jest igraszką Rację miał młody poeta, który pożegnał się ze światem, chory, nadwrażliwy, mówiąc: “wszystko jest poezją”... Ale rację miał też wielki poeta Leśmian, gdy stwierdzał: wszystko, co się powie o poezji, jest nieprawdą... A co jest prawdą? I to pytanie staje się udziałem rozterek bądź klarownych, pozbawionych wątpliwości sądów. Właśnie z tym problemem wiedzie pojedynek w swym debiutanckim tomiku urodzony w Brzozowie, a mieszkający w Turzym Polu Krzysztof Graboń. Młody człowiek o wrażliwym guście po raz pierwszy opublikował swoje wiersze na łamach “Wiadomości Brzozowskich”, a później jego liryki i proza pojawiły się w “Dzienniku Polskim”, “Nadwisłoczu”, “Akancie”, “Merku” i trzech (jak dotychczas) antologiach. Obserwacje przelane na papier przez członka Krośnieńskiego Klubu Literackiego niosą ze sobą walor odważnego i bezpośredniego wyznania o poezji, która pozostaje dla niego “wierną przyjaciółką”. Już
pobieżna lektura tomiku pozwala dostrzec, że Autor wysoko ceni
sobie autentyczność własnej refleksji, a innym priorytetem
pozostaje dla Niego niemal żelazna konsekwencja w dążeniu do
wyznaczonego sobie celu. Prawdopodobnie efektem poezji Krzysztofa
Grabonia ma być właśnie odkrycie lub przynajmniej próba
naszkicowania prawdy. Ta optyka – bardzo klasyczna w treści –
jest poniekąd perspektywą odróżniającą Autora od powszechnej
dzisiaj wizji różnego rodzaju postmodernizmów, Treść wysmakowanych kompozycji debiutującego tomikiem jest – jak wspomniałem – klasyczna, natomiast forma nie pozostawia wątpliwości co do maniery współczesnej, i to realizowanej z pełną swobodą, bez wymuszonej sztuczności. To jeden z atutów liryki młodego adepta sztuki Parnasu. Co ciekawe, młody człowiek, jakim jest Autor (rocznik 1984) nie ma bariery odnoszenia się do czasu. Przeciętny młodzieniec na ogół nie zajmuje się problemami związanymi z przemijaniem, Krzysztof Graboń jest jednak poetą, a zatem człowiekiem, który z przeciętnością i szarzyzną nie ma zbyt wiele wspólnego. Dla niego już otwierający tomik wiersz jest swoistym manifestem bardzo dojrzałego podejścia do upływu czasu, co zaznacza prostą, a jakże wymowną figurą na prawym nadgarstku / tykający miernik / mordercy. Nie jest to przypadkowa metafora, skoro już w jednym z kolejnych utworów Autor stwierdza w tytule Znienawidził mnie czas. Zdaje sobie sprawę z tego, że nieskończoność / podąża za mną / swoim rytmem. Bez ogródek wyznaje: odliczam sekundy / zamykam oczy / słucham świstu / to wszystko jest / wyobraźnią. Raczej nie lubi określenia żyć i zastępuje go sformułowaniem wegetować. Jest poniekąd lirycznym pejzażystą. Niebagatelną rolę przyznaje krajobrazowi, niekiedy czyni z niego widowiskowe tło, innym razem oś przewodnią, która tylko pozornie przesłania najistotniejsze wartości. Pojawiają się w jego wierszach na równych prawach miejsca kontemplacji bazar i krośnieński kościół franciszkanów, pełne piękna Bieszczady, drzewa w Krościenku Wyżnem i przystanek, którego zimne szkło wywołuje impuls. Bohaterem stać się może zerwany w górach kwiat, jak i wyrzucony do kosza skręt. Poezja Krzysztofa Grabonia nie stroni od aluzji etycznych. Dopomina się sprawiedliwości, o której krzyczymy. Skarży się na to, że egzystencja czasem bywa okaleczana przez cywilizację. Zmaga się ze smutkiem życia, ale jednocześnie potrafi niebywale lekko dostrzec jego głębię, sens, płynący z niepewności i wyrażany w listach czy SMS-ach, a także potrzebę spełnienia marzeń. Nie sposób zatem odmówić słuszności Romualdowi Rosińskiemu, który zachęca do lektury w następujący sposób: “Wschód i zachód” to bardzo interesujący tomik i jest zapowiedzią dalszych sukcesów twórczych młodego autora.
|