| Obok
Krajeński Kwartalnik Kulturalny
|
| powrót |
| Rafał Jaworski |
| Wyznania nieomal ostateczne Bydgoszcz 2009 |
*** W godzinach szczytu gasło światło. Szczytem stawała się ciemność. Mama wyciągała naftową lampę. Do pojemnika lała pachnącą ciecz. Kiedy łodyga knota gorzała światłem wycierała z kurzu mleczny klosz. Szczyt był już tylko łagodnym wzgórzem. Odcięci od polityki, od prognozy pogody nie wiedzieliśmy o dalekich wystrzałach i jaki pozór gwiazdy wchodzi na estrady próżności. Czułem, że żyję kilka wieków wcześniej lub miałem farmę w Bieszczadach. Podziwiałem architekturę cieni, tajemnice zwykłych sprzętów. Ukradkiem czytałem Złotą legendę i dostawałem wysypki na niezwykłość. Już wtedy nie bardzo wierzyłem w habilitację długich spodni. Kładliśmy się wcześniej spać: wstawaliśmy odrodzeni, pogodni. Mama odeszła: - naftowa lampa ma upalony knot, skorodowany pojemnik klosz rozbity. Nadeszła epoka awaryjnych sieci: jest jasno, czasem aż za *** Tak się przed bliźnim doskonale zabliźniam. Gdzie on włoży swe niewierne palce. ofiarnie oferuję sztuczną ranę - iluzję rozdarcia: nie tu gdzie jest . Cena będzie umowna marża wysokogórska ulg żadnych. Ja jestem spokój święty choć bywam małżonką państwem lub mszą niedzielną... *** Dwa razy widziałem łzy w oczach ojca, który nie rościł pretensji do bycia Ojcem: - umarła babcia... i... kiedy pełen radości poznania przyniosłem do domu ,, Poetykę” Stagiryty, jakiś tom Schopenchauera . W swej niewiedzy wiedział. Teraz przyznaję mu rację i jednocześnie dziękczynienie, że mój bunt był trwały. Umieranie naprawdę - całe życie milczał do mnie ojciec - jest bardzo bolesne: -otłuszcza się wątroba smaku, jak u tych co nadużywają i marskość rozsądku czyni spustoszenie w rezerwuarze zachowań. Ojcze, twe łzy pod moją powieką palą jak kwaśne jabłko z drzewa niezbyt rajskiego Abc a. W askacjach szaleje śpiew ptaków. Jest rano, pośród światła. Fakt wymaga refleksji - nie euforii, świergotów. Nie odlecę do ciepłych krajów. b. Dzielą się na głupich, głupich beznadziejnie i tych co o tym nie wiedzą: - moi bliźni i ja. Bon mot szeptałem rzadko, zawsze na bakier z hossą na skuteczność: - to dobrze. c. Ręka jest mapą. Twierdzono przez wieki wieków. Lewa? Że wnętrze dłoni to rozumiem. Po wierzchu tylko rurociągi żył leniwie toczą krew. Życie to coś więcej: nadmiar bruzd. |