Jan Zdzisław Brudnicki, Wolność, miłość i nikczemnicy, wstęp:
Maja Rodziewicz-Szynicka, Do bezdechu, Warszawa 2009 r.


Gdyby wyliczeniem podsumować zawartość tego tomu, to znajdziemy w nim utwory opowiadające o rodzie i otoczeniu, krótkie liryki, ścieśnione nieraz do aforyzmu poetyckiego, szukające "chwilowego" sensu życia, polemiki z życiem bezproduktywnym, nieambitnym i nieekologicznym, pełne bólu psalmy dziękczynne i reportaże tęskniące za życiem codziennym. Wyczuwa się tu (trudno powiedzieć przejściowy czy ciągły) powiew filozofii i idei Wschodu, światła Wschodu z sondowaniem idei pustki, która jest wolnością. Stąd tyle wierszy osnutych wokół motywów podstawowych: sensu istnienia, dialektyki pustki i śmierci, pielgrzymowania ku wolności, poszukiwania pełnego oddechu, budowania drugiego sensu duchowego domu. Autorka często rezygnuje z ekwiwalentów obrazowych i poszukuje wartości poetyckich w bezpośredniej prezentacji tych wielkich kulturowych wyzwań.
Bliższe powszechnemu doświadczeniu są opisy emocji miłosnych, ich panowania i odchodzenia, pozostawiania po sobie pustki. W rezultacie powstały wiersze miłosne, wiersze tęsknoty, klimatów przejściowych, ulotnych. Dobrze się one prezentują przy lekturze cichej i głośnej.
Zarówno we wcześniejszych tomach Nie w twoich dłoniach rozkwitam (2005), Anioły nie mokną (2007), jak też w obecnym, są namacalne ślady klimatów kujawskich, gdzie przecież rozwija się dobrze mi znane środowisko literackie, w tym poetyckie, w nawiązaniu do tamtejszych tradycji, krajobrazów kojarzących się baśniowi (elfy, jednorożce, spokój i ziemi, i wody, ptaki, legendy pogranicza).
No i wreszcie, nie sposób nie wspomnieć o wierszach parodystycznych, satyrycznych wobec obłudy, grzechów indywidualnych i zbiorowych, rozłamania świata na wartości człowieka uczciwego - i nikczemnego. A więc jest co czytać, o czym rozmyślać.