Ryszard Franciszek Kilar
 
* * *
Pozwól mi Boże, nim umrę
Nim wejdę w twoją świętą białość
Nacisnąć klamkę drzwi do pokoju
Gdzie me dzieciństwo zostało.

Pozwól mi Boże, nim umrę
Przejść cieniem zakamarków
Alejek, co pachną szumem
Trynieckiego parku.

Chciałbym mieć taki przystanek
Zakotwiczony w ciemności
Skwer otulony mgłami,
Sąsiadów i gości

Rosę błyszczącą na trawie
Kwiaty zastygłe w transie –
Niech dzień tam czasem zabawię …

Czekam aż powiesz: Stań się !



Wierzę

Wierzę, że kiedyś wrócę
I znowu zobaczę
Znajome lipy w parku
I wiekowe dęby
Gdy skończy się nareszcie
Wędrówka ludów
I lata tułacze
U ożywczych źródeł
Zaspokoję pragnienie
Kiedy dzień ten nadejdzie
Wejdę w bramę domu
Własnego dzieciństwa
Wszystkie wspomnienia
Wyjdą mi naprzeciw
Z nimi w progu stanę
W kręgu zamyślenia
Wchłaniając rzeźwe aromaty
Zobaczę ogród mój
Kwiatami usłany
Wieczory w bzach liliowe
Gwiazdy spadające
I wiatr w moim sadzie
Grający serenadę