| Obok
Krajeński Kwartalnik Kulturalny
|
| powrót |
| Jarosław Odrobiński |
| Powstanie Wielkopolskie 1918-1919 w Mroczy i okolicy. 90. rocznica zdarzeń. |
|
Przedmowa:
Andrzej Kinderman, Starosta Nakielski: Są wydarzenia, o których nie powinno się zapominać. Winny pozostać na zawsze w świadomości narodu, otoczone żywą pamięcią. Kiedy wybuchało powstanie wielkopolskie, duch wolności towarzyszył mieszkańcom naszej ziemi. Co dziś zostało z legendy tamtych dni? Jak odrobić tę lekcję historii 90 lat po wydarzeniach, które na zawsze utrwaliło polskość ziem, tworzących dziś powiat nakielski. Książka, którą autor oddaje w ręce czytelników, jest ku temu wspaniałą okazją. Samo powstanie wielkopolskie ma bogatą literaturę, jednak opracowanie monograficzne obejmujące swym zakresem tak wąski fragment dziejów ma charakter szczególny, dlatego z najwyższym uznaniem należy przyjąć ukazanie się pracy mjr. Jarosława Odrobińskiego. Bibliografia powstania została tym samym powiększona o kolejne wartościowe dzieło. Nie ulega wątpliwości, że niniejsza praca spełnia postawione przed nią zadania. Staje się źródłem wiedzy o dziejach powstania, zwłaszcza mniej znanych faktów, sylwetek powstańców, obchodów rocznicowych. Kwerenda naukowa, jakiej dokonał autor, budzi szczególny szacunek. Książka zawiera także wymowne przesłanie patriotyczne. Wielkopolska tradycja powstańcza Mroczy i okolic dzięki książce mjr. Jarosławowa Odrobińskiego ma szansę odrodzić się na nowo. Słowa zapisane na sztandarach powstańczych „Bóg, Honor, Ojczyzna” trzeba głosić publicznie. Nie sposób w tym miejscu także przecenić twórczego wkładu autora do dzieła poznania przeszłości powstania i popularyzacji wiedzy o nim wśród mieszkańców naszej małej ojczyzny – powiatu nakielskiego. Ukazanie się niniejszej pracy jest źródłem mojej radości i wielkiego uznania dla jej autora. Rozdział II (fragment)
Wydarzenia Powstania Wielkopolskiego w Mroczy w dokumentach i opracowaniach archiwalnych, historycznych oraz bibliotecznych. „Jestem synem powstańca. Moi rodzice w każdą rocznicę tych styczniowych wydarzeń z 1919 roku bardzo żywiołowo wspominali nam dzieciom o swym udziale w tym powstańczym zrywie. Każdego roku nasze miasteczko w dniu 5 stycznia wieczorem czciło pamięć tego niezapomnianego dnia uroczystym capstrzykiem. W pochodzie z orkiestrą z udziałem wszystkich organizacji w blasku pochodni przemaszerowano od miejsca gdzie zginął Feliks Łabędzki ochotnik lotnej kompanii z Jarocina ulicami miasta, a kończąc wysłuchaniem płomiennego patriotycznego przemówienia burmistrza. W mej rodzinnej kronice utrwaliłem wspomnienia kilku uczestników tego zrywu powstańczego w Mroczy i pragnę je przekazać do Waszego archiwum w Poznaniu. Uparcie szukałem w każdej pojawiającej się książce na temat powstania zwłaszcza frontu północnego coś więcej o Mroczy i Nakle. Owszem było coś niecoś, lecz z pominięciem prawdy, jak np. w ostatnim fragmencie Anny Perlińskiej, który załączam. „Walki Powstańcze o Polską Władzę” w monografii 600 – lecia Mroczy. Pisze tak: [… część broni /w Nakle/ przekazano okolicznym miasteczkom w tym również i Mroczy]. Niestety. Gdy w Nakle przygotowano się do uderzenia na Mroczą opanowaną przez Grenzschutz, Mroczanie nie czekając postanowili sami rozbroić niemieckie załogi stacjonujące w kilku punktach miasta. Niektórzy mieli własną broń przewiezioną z frontów jak np. mój Ojciec Feliks Kałas i jego szwagier Józef Kubacki i rozbroili załogę z oficerami na wójtostwie. Tamci z wdzięczności, że pozwolono im wracać do swego garnizonu w Bydgoszczy darowali ojcu cały zapas świeczek jedynego w tym czasie źródła oświetlenia przy nieczynnej gazowni. A jak zdobył 9 karabinów Albert /Wojciech Gesse, niech sam o tym opowie w załączonych jego wspomnieniach. Także mój sąsiad opowiadał mi jak rozbroił samochód z amunicją dla Niemców. Niestety niedługo cieszyli się nasi bohaterzy wolnością. Niemcy nie dali za wygraną i powrócili zaskakując Mroczaków. Kto nie zdążył uciec został złapany i umieszczony w areszcie razem z nieszczęsnym patrolem sierżanta Ziarnka. Dopiero teraz w tej sytuacji Nakło przyszło z odsieczą Mroczy, przysyłając kompanię Jarocińską, która straciła ochotnika Feliksa Łabędzkiego. Jest w Mroczy w tym miejscu pamiątkowa tablica i ulica „Łabędzkiego”. Pochodził z Siedlemina. Ten zdobyczny samochód odwiózł bohatera za Mroczę do jego rodzinnej wioski w trumnie." Rok 1918 odegrał w dziejach Polski ogromną rolę. Dokonała się klęska i upadek trzech zaborców Polski. Na ich gruzach powstało na nowo 9 państw, a po 148 latach zniewolenia, cierpień i zmagań także Polska. 11 listopada 1918 r. rozbrojono okupacyjne wojska w Warszawie. Nie sposób wyrazić słowami nastrojów radości i entuzjazmu narodu, który po tylu latach cierpień, tęsknot za wolnością i krwawych zrywów doczekał się niepodległości. Województwo poznańskie do którego należała wówczas także Mrocza i pozostałe ziemie pruskiego zaboru nie weszły zrazu w skład Rzeczypospolitej. Dokonało się to w innych okolicznościach po bolesnych i krwawych, po pierwszym zwycięskim w dziejach Polski, zbrojnym Powstaniu Wielkopolskim 1918-19. Dzięki niemu po przeszło 123 latach niewoli na prastarej ziemi Piastów nad Wartą, Odrą, Notecią i Rokitką proklamowano polską władzę na tych rdzennych polskich ziemiach niegdyś kolebką państwowości polskiej. Pięć razy lud wielkopolski torował sobie drogę do wolności czynami zbrojnymi, by zrzucić znienawidzone pruskie jarzmo. Dopóki jednak koalicja państw Ententy nie wypowiedział się jasno co do losu tych ziem, Niemcy usilnie przekonywali światową opinię publiczną o rzekomej niemieckości Śląska, Poznańskiego, Pomorza i Warmii. Polskie żądania nazywano niczym nieuzasadnione roszczenia. Reakcja pruska kolportowała gołosłowne hasła o odwiecznych germańskich prowincjach i szczuła niemiecką mniejszość przeciw Polakom. Junkierskie siły pełne obaw przed utratą „niemieckiego wschodu”. Pod ich naciskiem rząd niemiecki skierował do Wielkopolski specjalne siły zbrojne pn. Heimatschutz-Ost. A potem Grenzschutz, celem stłumienia polskich dążeń narodowych siłą. Miejscowi Niemcy bezczelnie odgrażali się Polakom, aż wzburzenie namiętności narodowych doszło do zenitu z przyjazdem do Poznania w dniu 27 grudnia wielkiego orędownika polskiej sprawy w Paryżu – Ignacego Paderewskiego. Miasto tonęło w tym dniu w bieli i szkarłacie, niezliczonych i różnej wielkości sztandarów, chorągwi, proporców i srebrnych orłów. Kto żyw wyszedł tłumnie witać wjeżdżającego do miasta Paderewskiego. Rozległy się gromkie okrzyki tłumów:
„Niech żyje Polska, niech żyje Paderewski
Na ulicę wtoczył się rozkrzyczany tłum poznańskich
Niemców w towarzystwie 6-go pułku grenadierów.
Rozwydrzony tłum Niemców z bezmyślnymi żołdakami począł zdzierać
polskie flagi. Nie zdzierżyli tego krewcy Poznaniacy i w obronie swych
sztandarów stanęli wszyscy. Poznańskie wiarusy powyrywali
znienawidzonym żołdakom karabiny i tłukli ich na odlew. Uciekinierzy w
popłochu schronili się w prezydium policji i mimo silnego oporu nie
powstrzymali zażartych Kaczmarków, Kowalskich,
Jóźwiaków i tego samego dnia zdobyli gmach policji,
zamek, pocztę i dworzec. Padł ugodzony pruską kulą Franciszek
Ratajczak. Oto dziś dzień krwi i chwały, oby dniem wskrzeszenia był …”. Echo poznańskich karabinów rozeszło się błyskawicznie po całej Wielkopolsce i dotarło aż do Mroczy. Za przykładem wyzwalających się miasteczek Kcyni i Nakła 1 stycznia 1919 roku oraz zachęceni przez wielkiego swego patriotę, proboszcza dziekana Gidaszewskiego, w noc sylwestrową, w Domu Katolickim podczas walnego zebrania pod przewodnictwem prezesa Powiatowej Rady Kazimierza Czeszewskiego – ziemianina utworzyli w Mroczy Straż Ludową. Prezesem został aptekarz Edward Speichert a komendantami rozbrojenia plutonowy Władysław Dornowski i sierżanci Franciszek Bożych z Feliksem Kałasem, a moim ojcem, byłym dowódcą kompanii sanitarnej na froncie zachodnim pod Verdun, Falais i …. . Zgłosiło się ponad 70 ochotników, w większości byłych żołnierzy. Mimo okropnych frontowych przeżyć, gdzie większość odniosła rany, stracili tam swych braci, kolegów, a mój ojciec 2 braci i 3 szwagrów, nikt ani nic nie powstrzymało ich przed narażeniem własnego życia dla tej szlachetnej sprawy, jaką było oswobodzenie własnego miasta od znienawidzonych Prusaków. Mój ojciec ze swoim szwagrem Józefem Kubackim, uzbrojeni w krótką broń, zmusili do odwrotu załogę Grenzschutzu z oficerami na byłym wójtostwie. Z drugą załogą bydgoskich dragonów w zabudowaniach Władysława Pajzderskiego przy starym Rynku, rozprawił się młody Albert Gesse, zdobywając 10 karabinów wspólnie z Mieczysławem Szplitem oraz Antonim Wierszuckim. Dzięki tej zdobyczy pomogli rozbroić trzecią załogę u Antoniego Pajzderskiego przy Placu Wolności. Jak do tego doszło opowie nam sam Albert Gesse, którego relacje z tej przygody nagrałem na taśmę w 1980 r. Podobnie jak opowieść Grubicha. O Albercie Gesse można powiedzieć, że był jednym z najodważniejszych bohaterów w mroteckim zrywie i następnych walkach poza Mroczą np. w Ślesinie. Albert Gesse: „2 stycznia 1919 r. odbyła się odprawa u Antoniego Pajzderskiego, w gospodzie na Placu Wolności. Spotkaniu temu przewodniczył prezes E. Speichert oraz sierż. F. Bożych. Udział w naradzie z oficerami niemieckiej załogi brali m.in. Antoni Pajzderski, Kazimierz Nowakowski. Niemcom zależało na tym, by mogli ostatecznie opuścić Mroczę z całym taborem, z końmi, z bronią i amunicją. Pozostali powstańcy oczekiwali ostatecznej decyzji przed gospodą, na mroźnym styczniowym powietrzu. Obawiając się, że żądania Niemców zostaną spełnione, Gesse wszedł do lokalu i szepnął A. Pajzderskiemu, by poczekano ½ godziny, a pomoże rozstrzygnąć sprawę. W dalszym ciągu Gesse opowiada: „Wołam Antka Wierzchuckiego i Mieczysława Splita – „Chodźcie ze mną” – do Pajzderskiego Władka. Na posterunku stoi jeden wartownik. My go obezwładnimy i zabierzemy karabiny. Przyniesiemy je tutaj”. Miałem browning, odbezpieczyłem go i weszliśmy na podwórze. Szplit został na straży, my z Antkiem weszliśmy do stajni, gdzie stało 9 koni i 9 karabinów. „Ręce do góry!” Niemiec poddał się i odłożył swój karabin. Zabraliśmy karabiny, zawołaliśmy Splita, by pomógł nam dźwigać. Szliśmy obok Domu Katolickiego, za kościołem, przez Rokitkę, na probostwo do Antka Pajzderskiego. „Panowie, rozbroiliśmy Niemców, tu są karabiny, a ci tutaj niech natychmiast broń kładą na stół „Wafle hinlegen”. Antek Pajzderski: „Daję rozkaz natychmiast składać broń i amunicję na stole i zaraz na dworzec, do domu do Bydgoszczy. Nie zrobimy wam żadnej krzywdy, nie jesteśmy bandytami. Niedługo cieszyli się nasi bohaterzy wolnością. Niemcy nie dali za wygraną i powrócili zaskakując Mroczaków. Kto nie zdążył uciec został złapany i umieszczony w areszcie razem z nieszczęsnym patrolem sierż. Ziarka. Dopiero teraz w tej sytuacji Nakło przyszło z odsieczą Mroczy, przysyłając kompanię Jarocińską, która straciła ochotnika Feliksa Łabędzkiego. Pochodził z Siedlemina. Zdobyczny samochód odwiózł bohatera z Mroczy do rodzinnej wioski pod Jarocinem w trumnie. Naprzeciw starej poczty, obok domu Kubackich /dziś Kapsów/ n agle ktoś krzyknął „Hande hoch!”. Jezus Maria, Niemcy mnie schwycili. Franek i Feliks usłyszeli mój krzyk i zbiegli ulicą Wodną obok strażnicy. Mnie zaczęli kłuć i bić, aż jeden podoficer zabronił. Kazał brać do niewoli a potem wszystko się wyjaśni. Było ich ze 20–tu chłopa. Zaprowadzili mnie do kibitki. Tu siedział Antek, który miał posterunek z karabinem maszynowym u Dzieszki. Razem z Onufrym wystrzelali całą amunicję i uciekli. Antka schwytali, Onufry zdążył zbiec. Uwięzionych było tu około 40 –tu. Między innymi uwięziono tu zmasakrowanych Sicienku 20 –tu podstępem schwytanych i boso przyprowadzonych do Mroczy z oddziału Ziarnka, aptekarz Speichert, Gesse, Antek Wierzchucki zostali skazani na śmierć. Mówię do Antka: „Pamiętaj, gdy nas wyprowadzą, a ręce nie będą związane, na jedno mgnienie oka chwytaj za jeden karabin, a ja za drugi i uciekamy.” Antek też był trochę sprytny. Minęła godzina 16 –ta. O 18 –tej mieli nas wyprowadzić. Nagle o 17.30 rozległy się strzały. Drzwi otwiera żołnierz. Mówi, że Polacy atakowali, ale zostali odparci…” A teraz pójdzie was jeszcze więcej na śmierć.” No, trudno, co ma się stać to się stanie. Po 20 minutach słyszymy od strony kościoła ewangelickiego krzyki: „Niech żyje, niech żyje!” I oto nadzieja. Krzyczymy co sił: „Otwórzcie!” I wreszcie otwarto nam drzwi. Co za radość! Byli to powstańcy z kompanii Jarocińskiej. Wybiegliśmy gonić Niemców. Jednego złapaliśmy jeszcze nad Rokitką. Zabraliśmy mu karabin. Szliśmy ulicą w stronę tartaku. Mówię do Antka, że mam przeczucie, że Niemcy dostaną pomoc z Bydgoszczy. Z Antkiem Wierszuckim i dwoma Jarociniakami podeszliśmy aż pod „Alle Gute Herzen” /w połowie drogi do lasu, przed drogą na Przydatki, mały pagórek/. Po pewnym czasie widzimy na szosie dwa światła. Wolno zbliża się samochód. Uszliśmy z Antkiem nieco do przodu. Dwaj Jarociniacy pozostali za drzewem. Nadjechała mała ciężarówka z kierowcą i jednym żołnierzem konwojentem. „Hande hoch!”. Kierowca Ślązak zatrzymał samochód. Konwojentowi kazaliśmy wracać pieszo, a kierowca musiał prowadzić wóz do miasta. /Bydgoszcz przysłała amunicję dla niemieckich załóg, nie wiedząc, że w Mroczy już powstańcy/. Zajechaliśmy na rynek, a tu entuzjazm. „Jak to się wam udało?” Na drugi dzień, 6 stycznia o godzinie 6 – tej rano, rozkaz opuszczenia miasta – wolna strefa do Noteci. Wycofaliśmy się do Nakła, zakwaterowaliśmy się u Aleksiewicza. Leżeliśmy w spichlerzu – 42 chłopa. Około godziny 21.00 alarm. Niemcy zbliżają się od strony Trzeciewnicy. Zgłosiliśmy się ochotniczo do kompanii Jarocińskiej lecz już nas mała garstka. Większość gdzieś się zawieruszyła. Dowódca posłał nas 5 – ciu na lewe skrzydło. „Obejdziecie wioskę Ślesin i staniecie nad szosą przy figurze Matki Boskiej. Gdy Niemcy zaczną cofać się, tam ich obstrzelacie”. Było ciemno. Zbliżały się wozy. Oddajemy strzały. Wozy stanęły. Podbiegliśmy bliżej. Były to dwie armaty, a przy nich 8 koni. Jednego zabitego konia wyprzęgliśmy, z resztą zdobyczy wróciliśmy do Nakła. I znów entuzjazm. Obcałowali nas i omal nie udusili z radości./Dopisek: siostra Alberta powiadała, że brat odważył się nocą, po tej bitwie, jeszcze odwiedzić ich w Mroczy w długim zdobytym płaszczu Niemca!!!/ I znów jak piorun z jasnego nieba, rozkaz opuszczenia Nakła. Linia kolejowa do Berlina ma być wolna – strefa bez wojska. Przyszliśmy do Szubina. Nie przyjęto nas. Było tam już dosyć wojska. Posłano nas do Wągrowca, gdzie formowano 4 –ty pułk piechoty wielkopolskiej. Tam również otrzymałem imię „Wojciech”. W marcu przyjechaliśmy na front pod Mogilno ….” [w] „Wspomnienia uczestników Powstania Wielkopolskiego” z Mroczy w styczniu 1919 r., Feliks Kałas, maszynopis]. Rozdział IV (fragment)
Uroczystości Patriotyczne z okazji Świąt Narodowych i innych organizowane w Mroczy po odzyskaniu niepodległości w 1920 r. ** Wychowanie patriotyczne stanowi szczególną formę oddziaływania pedagogicznego i emocjonalnego. Jest ono nierozerwalnie związane z wychowaniem obywatelskim i kształceniem młodzieży. Najczęstszą formą patriotycznego wychowania były zajęcia szkolne, uroczystości patriotyczne oraz ceremonie państwowe, kościelne i wojskowe, a zasadniczym celem wychowania patriotycznego było przygotowanie społeczeństwa do pozytywnego działania i występowania w obronie zagrożonego państwa. Natężenie tego wychowania przejawiało się zazwyczaj podczas wojen i utraty niepodległości. Można to również odnieść do różnorodnych form patriotycznego wychowania po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku realizowanych również w Mroczy i okolicznych miejscowościach. Poniżej przedstawiam zaproszenia, relacje, programy oraz pisma sprawozdawcze z uroczystości, które miały miejsce z okazji różnorodnych okoliczności w Naszym mieście: 4.1. POŚWIĘCENIE SZTANDARU:
Str.1 (przednia) Staraliśmy się służyć Bogu i Ojczyźnie ZAPROSZENIE
Miejscowe Koło Zw. Inwalidów Woj. Rzplitej Polskiej w Mroczy (str. 2) Związek Inwalidów Woj. Rzplitej Polskiej Koło Mrocza Urządza w niedzielę dnia 8 lipca 1928 r pod protektoratem
Dowódcy 15 dywizji Pana Generała Thommee Uroczystość Poświęcenia Sztandaru na którą W.P. ………………………………… najuprzejmiej zapraszamy. O wzięciu udziału w uroczystości prosimy łaskawie nam donieść z podaniem liczby delegatów, najpóźniej do dnia 1 lipca 1928 roku. Komitet Honorowy:
Ks. Proboszcz Grochowiak; ks. Proboszcz Morkowski, Zabartowo; Pastor
Steinke; p. Ludwig Stachecki, przew. Zarz. Woj.; p. Jan Ceska,
redaktor; p. Dr. Raczyński; p. Dr. Nowara; p. K. Czeszewski, właśc.
ziem. Drążno; p. Pilaczyński, insp. kont. skarb.; p. Malicki, kier.
Szkoły; p. Jan Nowakowski, prez. Koł. Rol.; p. Dembiński, prez. Tow.
Przem. i Rob. Kat.; A. Pajzderski, prezes Chóru Kość. i nacz.
Straży Poż.; p. W. Pajzderski, przew. Kupiectwa; p. Sobacki, nacz.
Poczty i prezes Powstańców i Wojaków; p. Domagalski
– prezes Tow. Sokół; p. Kapsa, prezes Bractw.
Strzeleckiego; p. Bogaczyk, prez. Ż. Ż. P. filii miesz.; p. A.
Andrysiak, prez. Ż. Ż. P. filii rob. rol.; p. Bielawski –
przewodniczący Rady Miejskiej; p. Błażejewski – burmistrzKomitet wykonawczy:
Bąkowski
Skupniewiczowa Borzych
przewodniczący skarbniczka sekretarz Stefaniak Frydrychowicz Palacz zastępca zastępca zastępca (str. 3)
PROGRAM UROCZYSTOŚCI Część 1
6.00 – Pobudka 9.00 – Zbiórka wszystkich towarzystw (Plac Wolności). 10.00 – Wymarsz do kościoła parafialnego na uroczyste nabożeństwo i poświęcenie sztandaru. Po nabożeństwie defilada na Stary Rynku. Część 2 O godz. 12.00 Otwarcie uroczystego posiedzenia, powitanie gości i delegatów w sali p. W. Pajzderskiego. Udzielenie głosu rodzicom chrzestnym, Komitetowi Honorowemu, przedstawicielom władz, delegatom oraz wbijanie gwoździ pamiątkowych. O godz. 13.50 Wspólny obiad (cena 2,50 zł). Część 3 15.00 Zbiórka na Rynku przed hotelem p. Pajzderskiego następnie wymarsz do parku Bractwa Strzeleckiego. W parku odbędzie się koncert orkiestry inwalidzkiej, strzelania do tarczy, kręglowanie, rzucanie kółek i wędkowanie o premie, gry dla dzieci itd. Wieczorem na Sali w Parku odbędzie się Zabawa Taneczna ** PISOWNIA ORAZ UKŁAD STRON ORYGINALNY Z ZAPROSZENIA [w] „Archiwum Państwowe w Bydgoszczy, Starostwo Powiatowe Wyrzysk, T. 3, Sprawy Świąt Narodowych i Kościelnych”] |