Romuald Rosiński
Recepcja twórczości Juliusza Słowackiego na Pomorzu i na Krajnie
 na przełomie XIX i XX w.
 
* * *

Na początku XX w. na Krajnie wystąpiło zjawisko powszechnej recepcji twórczości Juliusza Słowackiego. To zdanie wymaga szerszego komentarza, ponieważ rodzi co najmniej kilka ważnych pytań: Co rozumiemy pod pojęciem Krajna? Czy w przyjętym periodzie na poddanej intensywnej germanizacji Krajnie w ogóle zaistniały elementy polskiego życia kulturalnego oraz  literackiego? Jeśli tak – z jakich wynikły przesłanek? Jakie dowody potwierdzają istnienie twórczości J. Słowackiego w krajeńskich społecznych obiegach literatury?  Wreszcie – kim był Słowacki dla ówczesnych Krajan?  
Krajna, leżąca pomiędzy Pomorzem i Kujawami, współcześnie definiowana „jako bliżej nieokreślony region historyczno-geograficzny i kulturowy, obejmuje obszar położony pomiędzy środkową i Dolną Notecią  na południu, a Drawą na zachodzie, rzekami Dobrzynką i Kamionką na północy oraz Brdą na Wschodzie”.  Oskar Kolberg traktował tę ziemię jako północną granicę Wielkopolski. i podał, że Krajna (Krajina, Skrajna) rozciąga się za Nakłem, od Mroczy po Wieleń.  Również A. Fischer oraz J. Gajek zaklasyfikowali Krajnę jako jeden z regionów wielkopolskich . W XIX w. Krajanami nazywano „lud zamieszkujący obszerną ziemię Krajny w Prusiech teraźniejszych zachodnich i w Wielkim Księstwie Poznańskim około miast: Złotowa, Sępólna, Koronowa, Wyrzyska, Łobżenicy aż ku Bydgoszczy”.  W latach sześćdziesiątych XX w. lingwiści K. Nitsch i Z. Zagórski stwierdzili w dialekcie krajeńskim obecność licznych naleciałości kaszubskich i pomorskich, co przyjęto jako dowód odrębności Krajny od Wielkopolski, ale mogło to także świadczyć, iż Krajna etnicznie nie jest terytorium jednolitym.  W związku z tym współcześnie umownie używa się pojęć Krajna Wałecka, Krajna Złotowska oraz Krajna Nakielska.
W ramach dygresji warto zaakcentować fakt, że polityka niekiedy dziwnie determinuje historię regionów. W pozostających w granicach przedwojennej Polski Sępólnie, Kamieniu i Więcborku prawie 40% mieszkańców stanowili Niemcy. „Tymczasem w granicach Niemiec pozostawiono tereny o przewadze ludności polskiej”  - część ziemi złotowskiej.
Tymczasem bezpośrednio w okresie przedrozbiorowym oraz w pierwszych latach zaborów zdecydowanie polski charakter miały Nakło (mieszkało tu ok. 80% Polaków) , Mrocza (ponad 90% Polaków) i Kamień (ok. 80%).  W Więcborku Polacy stanowili połowę liczby mieszkańców, w Sępólnie ok. 25 %. W Łobżenicy trzy grupy narodowościowe (Polacy, Niemcy, Żydzi)  były mniej więcej tak samo liczne. W dobie zaborów struktura ludności Krajny uległa zasadniczej zmianie. W wyniku prowadzonej przez władze pruskie akcji kolonizacyjnej i germanizacyjnej znacząco wzrosła liczba ludności niemieckiej. Na przełomie XIX i XX stulecia ludność niemiecka przeważała liczebnie w Sępólnie, Więcborku i Nakle. W Łobżenicy oraz w Mroczy liczby Polaków i Niemców były zbliżone. W Kamieniu Niemców stanowili niespełna 9% ogólnej liczby mieszkańców.

* * * germanizacja
Po pierwszym rozbiorze Polski Krajna stała się sceną eksperymentów germanizacyjnych, stanowiła „obszar doświadczalny dla szerszej, wielokierunkowej akcji germanizacyjnej”.  Podstawowym celem władz pruskich było stworzenie z Okręgu Nadnoteckiego wzorcowego obszaru kolonizacyjnego, także w obrębie społecznym.
Na początku lat siedemdziesiątych XVIII w. nazwom miejscowości krajeńskich nadano niemieckie brzmienia, np: Wirsitz (Wyrzysk), Flatow (Złotów), Wisek (Wysoka), Mrotschen (Mrocza), Nackel albo Nakel (Nakło), Weissturm (Białowieża), Dronzno (Drążno), Hohenwalde (Drzewianowo), Lindenburg (Kosowo), Grünhausen (Ostrowo), Rosmin (Rościmin), Wirsa (Wyrza).  Zmieniono herb Nakła. Jako język urzędowy uznano niemiecki.  Usuwano Polaków z administracji.
Polska prasa w Bydgoszczy biła na alarm: „Jesteśmy świadkami dziwnego zjawiska w Prusach. Starodawne wsi i miast nazwy polskie ustępują miejsca nazwom niemieckim, często bardzo cudacznym. Po przechrzczeniu miejscowości na niemieckie przyszła kolej na nazwiska rodowe. Już nie wystarczają wykoślawienia nazwisk naszych w urzędach cywilnych przez fałszywą pisownię i nadawanie nazwiskom żeńskim końcówek męskich lub odwrotnie. (...) Jeszcze większa  (...) boleść przy zamianie imion świętych Patronów i Patronek, otrzymanych na chrzcie, gdy już nie Jan, Piotr, Ignacy, Władysław, Stanisław, lecz nadal Hans, Fritz, Moritz, Gottlieb nazywać się mają”. 
Działania germanizacyjne nasiliły się  w II poł. XIX w. „W 1890 r. nastąpił moment szczytowy germanizacji Nakła. Na 7200 mieszkańców statystyka notuje: 4200 Niemców, 2420 Polaków i 580 Żydów. Obraz ten jest tym bardziej przygnębiający, gdy spojrzymy na podział narodowościowy osób zajmujących się przemysłem, handlem i rzemiosłem. W tych grupach zawodowych znajdujemy aż 171 Niemców, 87 Żydów i tylko 72 Polaków”.  Powstałe w 1873 r. Gimnazjum w Nakle otrzymało wybitnie niemiecki charakter. W 1868 r. kuria biskupia odwołała z parafii nakielskiego proboszcza, księdza Teodora Hennera. „Znając jego troskę o rozwój szkół elementarnych, wyraźne akcentowanie polskości, można domniemywać, że nie był on wygodnym partnerem dla władz pruskich.”  Trwała niemiecka akcja propagandowa. Od 1896 r. pięć razy w tygodniu ukazywało się hakatystyczne  pismo „Nakel Zeitung”. Związek Młodzieży Katolickiej w Mroczy został uznany przez pruskie władze za „polityczny” i poddany zaostrzonej kontroli.
Mocą ustawy z 1876 r. ostatecznie usunięto język polski ze wszystkich urzędów i instytucji. Zakazano krzewienia kultury polskiej. W 1908 r. weszła w życie ustawa o stowarzyszeniach  i organizacji zebrań publicznych, nakazująca używanie na zebraniach wyłącznie języka niemieckiego, jeśli w danej jednostce organizacyjnej ludność niemiecka przekracza 40% ogółu.
Władze pruskie czyniły starania, by zminimalizować nauczanie w języku polskim, a z czasem zlikwidować je zupełnie. „Formalny akt z 1818 r. określał rolę języka niemieckiego następująco: „we wszystkich szkołach obcojęzycznych winna być obok języka krajowego udzielana nauka zupełna w języku niemieckim odpowiednio do stopnia szkoły”.  Zgodnie z tą zasadą stopniowo wprowadzano do szkół niemiecki jako język wykładowy. W rozporządzeniu z 13 grudnia 1822 r. minister oświaty Karol Alenstein przekonywał: „ Ażeby Polacy mogli być zupełnie dobrymi poddanymi i mogli brać udział w korzyściach instytucji państwowych jest pożądane i potrzebne, aby rozumieli język krajowy i mogli się nim porozumiewać. Natomiast nie jest potrzebne, by w tym celu musieli się wyrzec swego języka ojczystego, ani też musieli swój język postponować (...). Religia i język są najważniejszymi świętościami narodu, na nich polega cały jego sposób myślenia i pojmowania.”   Ministerialne rozporządzenie  z 1834 roku określało, „że można we wszystkich klasach szkół powszechnych przeznaczyć 7 godzin tygodniowo na naukę czytania w języku polskim." 
W drugiej połowie XIX w. pozory liberalizmu językowego w szkołach zostały ostatecznie zarzucone. Na podstawie ustawy z marca 1872  szkolnictwo oddano pod ścisły nadzór państwa. „W latach 1872-1873 wprowadzono we wszystkich szkołach polskich w państwie pruskim język niemiecki jako wyłączny przedmiot nauczania. W języku polskim można było udzielać jedynie lekcji religii. Od 1900 r. władze pruskie zezwoliły używać języka polskiego tylko na zajęciach religii w trzech najniższych klasach szkół ludowych.”  W 1866 r. rozpoczęto realizację tajnego zarządzenia, nakazującego wysyłać nauczycieli władających językiem polskim do pracy w odległych rejonach  Niemiec. W roku 1877 polscy nauczyciele zostali zmuszeni do wystąpienia z polskich organizacji.
„W pierwszych latach zaborów Pomorze, niezwykle czynne i żywotne umysłowo w dobie oświecenia, pogrążało się w wyniku polityki kulturalnej zaborcy w stan apatii. Stopniowo przestały tu oddziaływać najważniejsze bodźce, które aktywizują dążenia kulturotwórcze społeczeństwa: książka, prasa, słowo polskie w szkole i kościele”.  U schyłku XVIII w. nastąpił kryzys kultury polskiej, dotknął wszystkie stany tak głęboko, że nawet „lud wiejski nie zniemczał wprawdzie, zapomniał swej odrębności narodowej, mówił po polsku, lecz przestawał się już nazywać Polakiem, a zwać się raczej lubił katolikiem, bo księża niemieccy po wielu parafiach starali się o wysunięcie wyznania ponad narodowość (...) Utracił nadto prawie we wszystkich okolicach strój swój ludowy i przyswajać sobie począł obyczaj niemiecki.” .
6 maja 1926 r. starosta wyrzyski otrzymał następujące pismo: „Organizatorzy Dożynek w Spale z upoważnienia Kancelarii Cywilnej Prezydenta RP zapytują, czy na terenie powiatu (...) znajduje się grupa etniczna Krajniacy.” Organizatorzy wyjaśniali, że pragną zaprezentować i „pobudzić do życia grupy etniczne i obyczaje ludowe”. Starosta udzielił odpowiedzi, że na Krajnie „nie znajduje się grupa etniczna Krajniacy ani też inna grupa etniczna,  (...) w efekcie tego, że na terenie tutejszego powiatu ludność nie nosi w ogóle stroju malowniczego, nie da się stworzyć wspomnianej grupy”. 
W grudniu 1927 r. starosta sępoleński nakazał burmistrzom oraz wójtom sporządzić rejestr „grobów i pomników po powstańcach z lat 1794-1863”. Z informacji przekazanych staroście przez urzędników z Sępólna, Wałdowa, Małej Cerkwicy, Kamienia, Suchorączka, Zakrzewka, Orzełka, Dużej Cerkwicy, Sypniewa, Waldowa, Iłowa, Sośna, Więcborka, Lutówka i Komierowa wynikało, że nie znaleziono ani jednego grobu lub pomnika powstańca. 

* * * strajk
Mimo wzmożonej germanizacji „ludność polska Pomorza zachowała pragnienie utrzymania osłabionych przez rozbiory związków z macierzą. (...) Przedrukowany w „Kurierze Poznańskim” z 1830 r. (nr 288) artykuł francuskiego pisma „Revue Bleue” (...) zamieszcza znamienne oświadczenie historyka sztabu pruskiego, który z przebiegu branki wojennej w 1813 r. wywnioskował: „Ludność Prus Zachodnich była bardzo słabo zgermanizowana. Była ona w swej większości polska (...). Język polski dominował zwłaszcza w okręgach Tczewa, Starogardu, Chojnic i Kamienia. Oprócz języka, ta część ludności zachowała wszystkie cechy charakteru polskiego i pożądała przede wszystkim Polski wolnej i niepodległej.”  
Ważny dla rozwoju polskiej kultury na Pomorzu był rok 1848, który „zainaugurował działalność społeczną równocześnie na wielu odcinkach życia zbiorowego. Zorganizowany wysiłek przedstawił (...) Teodor Donimirski, wspominając fakt założenia Towarzystwa Pomocy Naukowej (1848 r.) oraz powołanie do życia wielu czytelni i bibliotek w ramach szeroko zakrojonej działalności Ligi Polskiej” .
Józef Ignacy Kraszewski, powołując się na listy czytelników i informacje korespondenta prasowego, pisał, że ludność polska przejęła wiele z niemczyzny, lecz jedynie powierzchownie. Stwierdził: „znamy mnóstwo ludzi (...) z Prus (...), źle mówiących po polsku, ale myślących wybornie”.  Jako „wyborne myślenie” wymieniał działalność na niwie narodowej: pracę oświatową, rozwój piśmiennictwa, aktywność naukową.
Dla Krajan patriotycznym przesłaniem stały się również słowa biskupa chełmińskiego, ks. Franciszka Ksawerego Rydzyńskiego. W Nieżychowie k. Wyrzyska, przemawiał do zebranych: „Nieście na łono Ojczyzny odradzającej się ofiarę serc Waszych, święty ten obowiązek niech nigdy nie niknie z oczu Waszych.”   Redaktor „Dziennika Bydgoskiego” komentował: „(...) nie ziemia, nie stan posiadania stanowi o bycie i życiu narodu, lecz serce polskie. Dopóty 20 milionów serc czuć będzie po polsku, dopóty Polska istnieć nie przestanie”.
Społeczeństwo polskie podjęło szereg działań na rzecz utrzymania i rozwoju kultury ojczystej. Przede wszystkim rozpoczęło walkę o prawo do używania języka polskiego.
18 grudnia 1887 r. w Łobżenicy odbył się zorganizowany przez Mariana Seydę wiec w obronie języka polskiego.
 20 maja 1901 r. w Wielkopolsce wybuchł strajk szkolny przeciwko nauczaniu religii w języku niemieckim. Na Pomorzu wystąpienia miały miejsce w Starogardzie (1905 r.), we wsi Osieczyny w powiecie starogardzkim (listopad 1905 r.), w kaszubskich Rątach (lipiec 1905 r.). We wrześniu 1905 r. i w następnych miesiącach odbyły się masowe wiece we wszystkich większych miejscowościach pomorskich: w Pelplinie, Grudziądzu, Toruniu, Czersku, Starogardzie, Świeciu, Chełmnie, Tucholi, Lalkowach, Nieżywięciu, Lisewie, Golubiu. W Pelplinie uchwalono wysłanie petycji w obronie języka polskiego do episkopatu, do Rzymu i do władz regencji.  W Grudziądzu 10 października 1906 r. zredagowano rezolucję: „My (...), ojcowie rodzin katolicko-polskich, protestujemy przeciwko narzucaniu dzieciom naszym w nauce religii niezrozumiałego niemieckiego wykładu (...), upraszamy wysoką władzę duchowną, aby raczyła przeszkodzić nadużywaniu religii do germanizacji, a więc do celów politycznych.”
Prośby pisemne o podobnej treści wysyłano do władz. Np. do biskupa chełmińskiego  napłynęły podpisane przez 26.710 osób petycje z 509 miejscowości.  Na przełomie grudnia 1906 r. i stycznia 1907 r. do władz państwowych i kościelnych wysłano petycje z 673 miejscowości. Podpisy złożyło 34.369 osób.
W październiku 1906 r. wybuchł strajk szkolny. „Dzieci odmawiały wszelkich odpowiedzi, zwracały w szkole lub niszczyły niemieckie podręczniki. W połowie listopada na Pomorzu strajkowało 40 tysięcy dzieci.”  Do połowy grudnia 1906 r. do strajku przystąpiło blisko 300 szkół.
Na Krajnie uczniowie strajkowali w latach 1906-1907. Protest został poprzedzony wysłaniem przez rodziców próśb do władz niemieckich o zachowanie nauczania religii po polsku. Akcję tę poparł Kościół, księża rozdawali formularze ze zredagowanym tekstem prośby.
 Ponieważ działania rodziców nie dały żadnych rezultatów, dzieci polskie ze szkoły katolickiej w Wyrzysku podjęły strajk. „Wśród uczestników byli m.in. Józef Romiński i późniejsza jego żona - Franciszka Rewolińska, Rozalia Rola, Kazimierz Kamiński, Pelagia Donderska, Jadwiga Jachecka. (...) Dzieci wyrzyskie otrzymały karę 4 uderzeń trzciną po dłoni i dodatkowy areszt szkolny po południu przez pół roku. Rodzice dzieci, które najdłużej strajkowały, tj. Romińskich, Hordyków, Matuszewskich i Halickich, stanęli przed sądem w Pile, gdzie wymierzono im kary pieniężne. W Glesnie nauczyciel Jaśkowski zrezygnował z pracy, aby nie katować polskich dzieci. Strajkujące dzieci poparli członkowie wyrzyskiej „Straży”. Murarz  Franciszek Krawiecki z Wyrzyska został (...) 9 stycznia 1907 r. postawiony przed sądem w Pile za to, że obraził nauczyciela szkoły katolickiej w Gromadnie i usiłował wpłynąć na dzieci, aby odpowiadały tylko po polsku. Sąd wymierzył mu karę 8,5 miesiąca aresztu.”  Doktor Stańczyk musiał zapłacić 200 marek grzywny, ponieważ wystawiał pobitym dzieciom świadectwa dokumentujące chłostę. W ocenie prokuratora pruskiego „(...) podniecał strajk swymi atestami i wyrażał lekceważenie niemieckim nauczycielom.” 
Do strajku przyłączyły się dzieci z obwodu mroteckiego. „Pruska inspekcja szkolna karała administracyjnie (...) rodziców, a wobec dzieci stosowano chłostę. Wielu mieszkańców Mroczy i okolicy zapłaciło nałożone na nich mandaty. Inni byli represjonowani przez areszt lub grzywnę. Zwolniono z pracy rodziców zatrudnionych w instancjach pruskich, którzy popierali strajk szkolny. Kierownik Szkoły Elementarnej w Mroczy Roman Stojaczyk zakazał swoim synom brania udziału w obowiązkowej nauce religii w języku niemieckim, za co decyzją landrata w Wyrzysku został zwolniony ze stanowiska.”  W kronice parafii mroteckiej znajdujemy informację: „Wobec dzieci zastosowano chłostę, w wyniku której zmarła Pelagia Palacz”.  W pozostałych szkołach regionu strajk przybrał łagodniejszy przebieg- tak jak np. w Więcborku i Komierowie, gdzie „(...) walka o prawa języka polskiego ograniczała się do udzielania po polsku odpowiedzi na pytania nauczyciela religii”.
W sprawozdaniu z czerwca 1907 r. inspekcja szkolna nazwała strajk „epidemiczną chorobą, na którą zapadło około 3000 dzieci w 40 szkołach powszechnych. Inspektor wspominał też o religijnym fanatyzmie mieszkańców Wyrzyska, Sadek, Mroczy, Górki, Kosztowa i Gromadna.”
* * * filomaci
Obrona języka polskiego była głównym celem krajeńskiego ruchu filomackiego, przede wszystkim w Gimnazjum w Nakle n. Notecią.
Koło nakielskie powstało w drugiej połowie XIX w., mniej więcej w tym samym czasie co koła w Bydgoszczy, Gnieźnie, Inowrocławiu, Kcyni.  W latach dziewięćdziesiątych przyjęło imię Adama Mickiewicza. Wraz z kołami z Białogardu, Brodnicy, Bydgoszczy, Chełmna, Chojnic, Gniezna, Krotoszyna, Leszna, Ostrowa Wielkopolskiego, Poznania, Rogoźna, Śremu, Wągrowca, Torunia zawiązało „Czerwoną Różę”. Wśród najaktywniejszych działaczy byli Dettloff Szczęsny (jeden z inicjatorów i prezes Koła w 1896 r., delegat „Czerwonej Róży” na gimnazja okręgu północnego), Bolesław Szulczewski (prezes „Czerwonej Róży” w ostatnich latach XIX w.), Bronisław Szulczewski (członek „Czerwonej Róży”).  Prawdopodobnie w 1901 r. nakielskie Koło Samokształceniowe  im. Adama Mickiewicza przekształciło się w koło Towarzystwa Tomasza Zana.
Członkowie zbierali się w domach zaufanych przyjaciół, np. Kazimierza Wilińskiego, Kamińskiego, Bartkowskich. Wygłaszali referaty poświęcone literaturze polskiej, recytowali wiersze, śpiewali pieśni patriotyczne. Np. wieczorem 23 października 1915 r. słuchali muzyki fortepianowej („Fantazja”, „La madonna”) i skrzypcowej („Parole d`amour”), uczestniczyli w zajęciach literackich (wykład, recytacja utworów „Oni...” „Święta miłości kochanej ojczyzny”, „O Matko Polsko”, „Pieśń na dzisiaj”). 
W 1915 r. nakielskie koło wydawało miesięcznik kulturalno-literacki „Sztandar”. Komitet redakcyjny tworzyli: Tadeusz Pietrykowski, Edmund Bartkowski, Kazimierz Wiliński,  Stefan Wilicki, Konrad Wierzbicki, Grzegorz Handke. Pismo zawierało 12-16 stron, prezentowało wielką poezję narodową oraz wiersze filomatów z Nakła. Ukazało się 5 numerów -  pierwszy 1 kwietnia 1915 r., ostatni - 1 października 1915 roku. Według T. Pietrykowskiego  pierwszy numer „Sztandaru” ukazał się w czerwcu 1915 r. Młodzi redaktorzy poruszali między innymi następujące zagadnienia: „Obowiązki młodzieży polskiej”, „Kto nam da wolną Polskę”.  
Członkowie nakielskiego TTZ angażowali się także w inne formy działalności społecznej. Edmund Bartkowski, Kazimierz Rybka, Kazimierz Susała w 1913 r. założyli  Drużynę Skautową im. Tadeusza Kościuszki i prowadzili ćwiczenia z harcerzami. Jan Sławiński w 1913 r. został drużynowym skautów. Harcerzem był m.in. brat Edmunda, Wiktor. Kazimierz Różkowski utworzył drużynę strzelecką.
Krajanie uczestniczyli również w pracy kół działającym poza regionem, np. Leon Sumiński, Władyslaw Seyda („Ul” w Wałczu), Zygmunt Rogala, Czesław Rogala i Mieczysław Rzewuski (koło chojnickie), Jan Ornass i Franciszek Lange (gimnazjum w Chełmnie).
Koło wałeckie oparło swoją działalność na statucie wejherowskiego „Wiecu”. Jako główne cele przyjęło „krzewienie i utrzymanie języka polskiego w ogóle, jako też zachowanie go od okaleczeń narzeczem kaszubskim i niemieckim” .  Członkowie, od 1877 r. zrzeszeni w autonomicznych kółkach „Biały Orzeł” i „Pogoń”,  przybrali pseudonimy - najczęściej z utworów Mickiewicza. Realizowali bogaty program nauczania. Omawiali zagadnienia historyczne, m.in. panowanie Bolesława Chrobrego, Kazimierza Wielkiego, szczególne znaczenie Konstytucji 3 maja. Ważną rolę pełnił kurs geografii. Jednak podstawą była nauka literatury ojczystej. W zestawie lektur znalazły się: „Grażyna”, Konrad Wallenrod”, „Powrót taty”, „Świtezianka”, „Lilie”, „Oda do młodości” Adama Mickiewicza, „Zamek kaniowski” Seweryna Goszczyńskiego”, Śmierć zdrajcy ojczyzny” Antoniego Góreckiego”, „Wiesław” Kazimierza Brodzińskiego. Korzystano z „Kursu literatury polskiej dla użytku szkół” W. Nehringa, „Wzorów prozy” Jana Rymarkiewicza. Działała licząca ok. 30 tomów tajna biblioteka.
Krajanie działali także w kole filomackim Gimnazjum w Chojnicach. Tajny związek młodzieży polskiej, prawdopodobnie „Polonia”, powstał tu już ok. 1830 r., wywierając silny wpływ na młodzież, bowiem kilku uczniów zbiegło do Królestwa, by wziąć udział w powstaniu listopadowym. Sześciu uczniów uczestniczyło w postaniu styczniowym. Jednym z nich był Antoni Muchowski, pojmany przez Rosjan i zesłany na 5 lat na Sybir. Po powrocie podjął naukę w gimnazjum wejherowskim, gdzie w 1871 r. założył koło filomackie „Wiec”. Losy młodych powstańców zostały opisane przez chojnickiego profesora, Stefana Bieszka, w dramacie „Tobie - Ojczyzno”.  
 W roku 1870 rozpoczęło działalność koło „Mickiewicz”. Członkowie w kółkach liczących 4-6 osób odbywali regularnie zajęcia samokształceniowe. „Uczono się historii polskiej i geografii ziem polskich. Pomijano literaturę, ponieważ wszyscy członkowie uczęszczali na oficjalne lekcje języka polskiego .(...) Książki wypożyczano z polskiej biblioteki gimnazjalnej” . W latach osiemdziesiątych podjęto także naukę historii literatury. W tym okresie Ignacy Klatecki, późniejszy znany publicysta, napisał „Polskie Gaudeamus” - pieśń filomatów chojnickich.
W latach 1895-97 koło, podzielone na 6 kółek, liczyło 30 członków. Używali oni podręczników: „Historia polska w zarysie z jeografią i mapą dawnej Polski, tudzież opisem sejmu, elekcji, koronacji i pogrzebu królów, i wojska. Napisana dla początkującej młodzieży na pamiątkę tysiącletniej rocznicy wstąpienia familii Piastów na tron polski koło roku 860” Feliksa Antoniewicza, „Dzieje Polski” „Maryana znad Dniepru” (Emilia Cyfrowicz), „Wieczory pod lipą, czyli historia narodu polskiego opowiadana przez Grzegorza spod Sanoka” Lucjana Siemieńskiego, „Dzieje Polski w zarysie” Lucjana Tatomira, „Zarys historii Polski i krajów ruskich z nią złączonych” Anatola Lewickiego, Krótki rys dziejów literatury polskiej” Wiktora Doleżana oraz opracowania Nehringa i Juliusza Zielińskiego. Lekturę obowiązkową stanowiły m.in.: „Zamek Kaniowski” Goszczyńskiego, „Maria” Malczewskiego”, „Grażyna”, Konrad Wallenrod”, „Pan Tadeusz” Mickiewicza, „Maria Stuart”, „Mazepa”, Balladyna” Słowackiego, „Lalka” Prusa, „Nad Niemnem” Orzeszkowej”. Przez pewien czas abonowano także prasę: „Dziennik Poznański”, „Kurier Poznański”, „Gońca Wielkopolskiego”.
Bardzo uroczyście obchodzono rocznice narodowe, przede wszystkim połączoną z rocznicą założenia koła rocznicę śmierci Adama Mickiewicza. Organizowano także wycieczki krajoznawcze. Np. Paweł Czaplewski i Ludwik Górski wędrowali pieszo przez całe Kaszuby. Górski przedstawił swoje wrażenia w wygłoszonym w 1896 r. wykładzie „A czy znasz ty bracie młody, twoje ziemie, twoje wody”.


* * * towarzystwa
Walka o prawo używania języka polskiego, propagowanie i umacnianie polskiej kultury były wpisane w programy polskich towarzystwa Krajnie. Integrowały one środowisko polskie, rozwijały ruch amatorski, otwierały biblioteki.
Szczególnie aktywną działalność prowadziły „Sokół” oraz „Straż”. W 1896 r. powstało gniazdo „Sokoła” w Wyrzysku, przynależące organizacyjnie do VIII Krajeńskiego Okręgu Dzielnicy Pomorskiej. Pierwszy zarząd tworzyli: Wojciech Romiński, Józef Stefaniak, Jan Jachecki. Inni działacze to m.in.: Józef Klappa, Władysław i Izydor Kurzejkowie, Józef Ryszka, Piotr Kaźmierski, Wincenty Stefaniak. W spisie członków z 21.10.1896 r. znajdujemy następujące nazwiska.: Wojciech Romiński, Józef Stefaniak, Jan Jachecki, Kazimierz Neymann, Feliks Kurzejka, Wojciech Sikorski, Franciszek Ginlkier, Jan Boy, Jerzy Klajna, Władysław Kurzejka, Izydor Kurzejka, Józef Pyszka, Piotr Kazimierczak, Jan Jaskulski, Jan Szymański, Maks Chrzan.  Po krótkim czasie działalności wyrzyski „Sokół” został rozwiązany przez władze pruskie. Powtórnie podjął działalność w 1919 r.  Trudno dziś odtworzyć historię gniazda nakielskiego sprzed 1909 r. W 1909 r. liczba członków wzrosła z 20 do 40, a zarząd stanowili: Stanisław Balcerzak (przewodniczący), Jakub Zygmuntowski (zastępca, kontroler sanitarny), Stanisław Chociszyński (sekretarz) oraz Antoni Smitkowski, Jan Baranowski (członkowie). W kolejnych latach w zarządzie rozpoczęli pracę Stanisław Przybylski, Wojciech Sroka, Kazimierz Gąsiorowski.  W 1914 r. powstało gniazdo „Sokoła” w Łobżenicy.  
Sokół organizował liczne polskie imprezy kulturalne. O jednej z nich - ze stycznia 1910 r. - prasa pisała: „Niedzielny wieczór naszego Sokoła udał się świetnie. Nie tylko przedstawienie było doskonałe i podobało się ogólnie, ale przede wszystkim wywołało ogólny zapał pojawienie się sokolic bydgoskich, które swymi pięknymi kostiumami - no i urodą - całą salę okrasiły.”   W marcu 1910 r. „nakielscy sokoli wystawili krotochwilę „Stary piechur i jego huzar”, przy czym program ten wzbogacony był monologiem oraz czardaszem w wykonaniu tancerzy-amatorów”. 
Na początku XX stulecia działało założone w 1905 r. przez Józefa Kościelskiego, mające centralę w Poznaniu, Towarzystwo „Straż”.  Strzegło praw gospodarczych, społecznych i narodowych Polaków pod zaborem pruskim. Wśród  założycieli byli dr Roman Komierowski z Nieżychowa i Władysław Seyda z Łobżenicy. Kierownikiem (starostą) „Straży” na powiat wyrzyski został ks. Alfons Kaczmarek - proboszcz w Wyrzysku, a w 1906 r. zastąpił go Tadeusz Leitgeber z Nakła.
Wyrzyski oddział „Straży” w latach 1905-1914 postrzegano jako kontynuatora zakazanego „Sokoła”. Szczególną aktywnością wyróżnili się: Alfons Kaczmarek, Wojciech Romiński, Franciszek Krawiecki, dr Stańczyk.  „W dniu 14 listopada 1905 r. (...) w Wyrzysku 200 uczestników omawiało sposoby obrony przed germanizacją oraz ślubowało, że ziemi ojców nie sprzedadzą Niemcom”.  W Nakle „Straż” działała w latach 1908-1912. W 1909 r. należało do niej 25 osób. W skład zarządu weszli przewodniczący Jarosław Leitgeber, członkowie Józef Pokrzywiński i Gwidon Jagodziński z Trzeciewnicy. 
6 stycznia 1908 r. na wiecu w Barcinie działacze „Straży” wyrazili protest przeciw antypolskim zapisom prawnym, piętnowali ustawę uwłaszczeniową oraz zakaz używania języka polskiego na zgromadzeniach. Redaktor „Dziennika Bydgoskiego” Teska „mówił o potrzebie oświaty, abonowaniu gazet i czytaniu polskich książek” . Zachowała się relacja z wiecu w okolicy Wyrzyska: „W Wysoce, wysuniętej daleko ku naszym kresom zachodnim, w okolicy prawie opuszczonej przez nasz ruch narodowy, gdzie jak w niezbyt odległej Pile, Białośliwiu itd. germanizacja szalone robi postępy, odbył się w niedzielę wczorajszą wiec „Straży”. Niemało starań podjąć musiał starosta powiatu wyrzyskiego p. Leitgeber z Nakła, aby wiec ten do skutku doprowadzić.”    Leitgeber i Teska uświadamiali patriotycznie zebranych robotników, rzemieślników i pracowników wiejskich. Ziemianin Moczyński z Rzężkowa apelował, by polskie dzieci wychowywać w duchu narodowym. Po zebraniu 50 osób zgłosiło akces do „Straży”.
Krzewienie oświaty ludowej miało dla „Straży” fundamentalne znaczenie, dlatego jej „członkowie (...) odwiedzali rodziny polskie, informując o ważnych wydarzeniach oraz ułatwiali prenumeratę prasy polskiej”. 
W czasie strajku szkolnego na Krajnie członkowie wyrzyskiej „Straży” otwarcie poparli młodzież. Franciszek Krawiecki i doktor Stańczyk zostali za to ukarani sądownie: pierwszego sąd pruski skazał na 8,5 miesiąca aresztu, drugi musiał zapłacić 200 marek grzywny.
Centrum polskości w Nakle był hotel „Keiserhof”, należący początkowo do nakielanina Rakowskiego, a później do kupca Bukowskiego ze Żnina. Hotel ten jako miejsce spotkań i zebrań obrały sobie nakielski Sokół oraz  „(...) inne polskie organizacje jak i stowarzyszenia jak: Towarzystwo „Straż”, Czytelnia dla Kobiet, Stowarzyszenie Pań pod wezwaniem św. Wincentego à Paulo, Towarzystwo Przemysłowe i Towarzystwo Młodzieży Kupieckiej.”  
Także w „Keiserhofie” w 1908 r. odbyły się zabawy taneczne Towarzystwa Przemysłowego w Nakle oraz Kółka Rolniczego w Ślesinie , a  w styczniu oraz w lutym 1909r. amatorski zespół teatralny Towarzystwa Przemysłowego zaprezentował „Skalmierzanki” .
Prasa donosiła: „Szumi Nakło, pląsa w wirze szalonym i tańcówka za tańcówką goni bez wytchnienia. W przeszłą niedzielę „Sokół” tańczył do świtu, dzisiaj zaprasza Towarzystwo Pań na herbatkę, (...)  prócz tego zapowiadają zabawy tańcujące kupcy, robotnicy, przemysłowcy” .
„Dziennik Bydgoski” w 1908 r. informował o amatorskiej imprezie teatralnej w Zabartowie: „Na samych kresach Księstwa, w Krajnie, w wiosce położonej między posiadłościami komisji kolonizacyjnej, duch narodowy polski coraz bardziej się dźwiga. Otóż staraniem grona obywateli tutejszych i kilku członków Towarzystwa  Młodzieży Polsko-Katolickiej odbędzie się  tutaj w niedzielę 16 [ lutego] przedstawienie amatorskie na tutejszej sali parafialnej. Odegrane będą „Bursztyny Kasi”.”  
20 marca 1910 r., z inicjatywy Adama Wolszlegera, Leona Sochaczewskiego, Gracza, B. Lamparskiego, rozpoczęło działalność Kółko Rolnicze w Kamieniu. W 1911 r. powstał „Rolnik”, liczący 50 osób.
W Sępólnie w 1912 r. zawiązało się liczące 42 członków koło Towarzystwa Ludowego „Rolnik”. Funkcję przewodniczącego powierzono Stanisławowi Rożnowskiemu, zarząd tworzyli ponadto: Łukasz Marasz, Jan Lemański, Jan Białkowski, Antoni Konopacki. . Również od 1912 r. działało Towarzystwo Śpiewacze.  Funkcję przewodniczących pełnili: Wojciech Kasprzycki, Piotr Odyński, Piotr Kubacki.  
Bardzo aktywnie działało kółko śpiewacze w Więcborku. „Wystawiono tu w latach 1911-1913 kolejno Wł. Łebińskiego „Kamieniarza albo piosenkę swatem”, W. L. Anczyca „Łobzowian”, J. Chociszewskiego „Genowefę”, E. Scribego „Szpital wariatów”, P. Kołodzieja „Dziesięć tysięcy marek” i „Bogatą wdowę”, J. N. Kamińskiego „Kominiarza i młynarczyka”, J. Górskiego „Posag w kominie” oraz Tłoczyńskiego „Fatalną szafę.”

* * * ziemiaństwo i duchowieństwo
Kim byli ludzie broniący kultury polskiej na germanizowanej Krajnie?
Życiorys jednego z założycieli „Straży”, Romana Komierowskiego, może służyć za przykład biografii pomorskiego patrioty-ziemianina. Rodzinę Komierowskich powszechnie znano z działań niepodległościowych. Generał Jakub Komierowski dowodził oddziałem powstańczym z Krajny w wojnie z Prusami w 1806 r. Zginął 13.01.1807 r. w bitwie pod Ostrowitem. Ojciec Romana, Tomasz Komierowski, działał w Lidze Polskiej , był współzałożycielem Towarzystwa Rolniczego na Krajnie, współuczestniczył w tworzeniu biblioteki polskiej chojnickiego gimnazjum. Roman Komierowski otrzymał staranne wykształcenie prawnicze. Po uzyskaniu tytułu doktora praw osiadł w majątku nieżychowickim. W 1884 r. - po śmierci brata, Władysława, także doktora praw - objął majątki w Komierowie i Komierówku.  „Mimo że jako ziemianin prowadził działalność polityczną  raczej ugodową wobec Prus, to jednak, jako poseł do Reichstagu w latach 1876-1903 i pruskiego sejmu w latach 1877-1881, dał się poznać jako odważny obrońca interesów narodowych.”  Wysokie usytuowanie Romana Komierowskiego w polityce rodzina traktowała jako szansę obrony praw Polaków pod zaborami. Ojciec w liście do Romana Komierowskiego pisał: „Cieszy mnie niewymownie, Ty jako młody człowiek tyle zaufania od spółrodaków już żeś zyskał, że Tobie zaufanie darowali i obrali jako deputowanego, który nie tylko usilnie nasz naród, lecz i religię bronić masz, lecz i o pomyślność dobrego mienia finansowego starać się masz, więc zadość uczyń temu i usilnie się staraj, abyśmy i z gazet to powziąć mogli (...).”  W podobnym duchu wypowiedział się stryj Jan Komierowski w liście wysłanym do Romana z Warszawy 7 lutego 1872 r.:„ (...) Pragnąłbym dożyć jeszcze tej pociechy, abym Cię widział czynem i piórem na szańcu obronnym naszej narodowości - walczącego ideą polską przeciw gwałtownemu naciskowi germanizmu, a lubo i my mamy równo przed sobą zadanie w odpieraniu północnego wroga, ożywia nas jednak ta głęboka wiara, że nasza narodowa idea tak silna w swoim duchowym i moralnym zarodzie, mimo cząstkowego zwichnięcia, musi przybrać dalszy rozwój historyczny, że zatem wszystkie w tej mierze usiłowania nie będą próżne i że niepodległa Polska (...) ożyć musi.”  
Roman Komierowski wystąpił z interpelacją w obronie uwięzionego za działalność patriotyczną ks. Antoniego Kanteckiego, żądał zniesienia Komisji Kolonizacyjnej, protestował przeciw ustawie zabraniającej używania języka polskiego na zebraniach publicznych.  Wygłosił patriotyczne przemówienia na pogrzebach znanych z niepodległościowej działalności Ignacego hr. Bnińskiego z Samostrzela i Stefana hr. Kwileckiego.
Na niwie regionalnej podjął szereg działań służących uaktywnieniu  środowiska polskiego. Wzorem ojca i brata należał do Towarzystwa Rolniczego. Ofiarował pieniądze na zakup broni dla powstańców w 1863 r. Jako jeden z pierwszych przystąpił do „Straży”. Współuczestniczył w tworzeniu Towarzystwa Naukowego w Toruniu i pełnił w nim funkcję sekretarza wydziału historii i archeologii. „Jako jedyny Polak był w 1894 r. członkiem Krajowego Kolegium Ekonomicznego. Działalności naukowej towarzyszyło publikowanie prac, jak np.:  „Koło Polskie w Berlinie 1875-1900”. Zgromadził także bogatą bibliotekę, która przyczyniła się do podtrzymania ducha polskości w okolicy jego dóbr.” 
W 1871 r. o pomoc do Romana Komierowskiego zwrócił się proboszcz parafii wałdowskiej, Franciszek Ksawery Malinowski. W młodości walczył w powstaniu listopadowym. W 1849 r. na konferencji kleru pomorskiego wygłosił słynną przemowę przeciwko rugowaniu języka polskiego z seminariów duchownych. Jako lingwista, badacz tradycji językowej Pomorza, interesował się szczególnie gramatyką i historią języka polskiego. Pełniąc funkcję kasjera powiatowego Towarzystwa Pomocy Naukowej, zgłaszał wnioski statutowe, obligujące studentów wspieranych przez Towarzystwo do pogłębiania wiedzy o językach słowiańskich.  Korzystając ze wskazówek profesora uniwersytetu wrocławskiego, Franciszka Czelakowskiego, napisał pracę językoznawczą o zaimkach oraz „Krytyczno-porównawczą gramatykę języka polskiego z dzisiejszego stanowiska lingwistyki porównawczej”, wydaną w Poznaniu w 1869-1870 r. Przesłał Romanowi  Komierowskiemu list  z prośbą o przekazanie swojej pracy w celu konsultacji rosyjskiemu uczonemu, Aleksandrowi Hilferdingowi, zajmującemu się badaniami dialektu kaszubskiego. 
Obrońcami polszczyzny byli także Prądzyńscy   (właściciele Skarpy, Obodowa, Zalesia i Wałdowa), Połczyńscy (ziemianie z powiatu tucholskiego, należała do nich Dąbrówka), Michał i Jan Hoppe z Wilkowa. „Ścisłą współpracę z nimi zawiązali reprezentanci sfer spoza tego środowiska:  ks. Franciszek Malinowski z Wałdowa, dr Rogala z Kamienia, ks. Królikowski z Wałdowa i inni. Wszyscy oni w różnych odcinkach czasu stawali się realizatorami prac w ramach rozbudowanego na Pomorzu ruchu stowarzyszeniowego: Pomorskiego Towarzystwa Naukowej Pomocy, Towarzystwa Rolniczego Ziemi Południowo-Pomorskiej, Towarzystwa Rolniczego dla Kamienia i okolicy, Towarzystwa Oświaty Ludowej, Towarzystwa Naukowego w Toruniu, Towarzystwa Czytelni Ludowych, wreszcie Towarzystwa Śpiewaczego i Polskiego Towarzystwa Ludowego „Rolnik” w Sępólnie.” 
W rejonie nakielskim działalność patriotyczną prowadzili  przede wszystkim Bnińscy z Samostrzela i Glesna, Sikorscy z Kosztowa i Krostkowa oraz Koczorowscy.
Majątek Bnińskich był w czasie zaborów znanym ośrodkiem polskości. Z Samostrzela ruszyła do powstania styczniowego licząca około 35 osób grupa ochotników. Patriotyczne wychowanie otrzymała w Samostrzelu Maria Bolewska, działaczka społeczna, uczestniczka powstania w 1848 r. U Bnińskich spędziła młodość, poznała tu Emilię Szczaniecką, Bibiannę Moraczewską i Konstancję Łubieńską, z którą podróżowała później do Paryża i Londynu. Za granicą zetknęła się z towiańszczyzną i stała się jej propagatorką. W 1844 r. spotykała się m.in. z Narcyzą Żmichowską i Pauliną Zbyszewską. Powróciwszy do kraju, wzięła udział w powstaniu w 1848 r. jako pielęgniarka w lazarecie w Śremie i Miłosławiu. W 1852 r. została wydalona z granic Prus. W Paryżu rozwinęła działalność charytatywną w środowisku emigranckim. Po wojnie prusko-francuskiej (1871 r.) uzyskała zgodę władz pruskich na stały przyjazd do kraju. Zmarła w 1877 r. w Kościanie.
Tertulian Koczorowski, właściciel Gościeszyna, Witosławia i Orla, uczestniczył w powstaniu listopadowym. Dosłużył się stopnia oficerskiego i orderu Virtuti Militari. U schyłku lat trzydziestych, wraz ze swoim kuzynem, Teofilem Koczorowskim, włączył się w nurt pracy organicznej. Obaj byli współtwórcami poznańskiego Bazaru - wielkopolskiego centrum polskiej inicjatywy gospodarczej oraz kulturalnej. Młodszy syn Tertuliana, Kazimierz, w trakcie studiów w Berlinie wstąpił do Polskiego Legionu Akademickiego, który wyruszył do Poznania, by wesprzeć powstańców w 1848 r. Oddział  został rozproszony przez Prusaków, a Koczorowski spędził kilka miesięcy jako więzień w fortecy kostrzyńskiej. W latach siedemdziesiątych został posłem do Reichstagu. Należał do Koła Polskiego.
Adolf  Koczorowski, najstarszy syn Tertuliana, również studiował w Berlinie i działał w Polskim Legionie Akademickim. Uzyskał stopień oficerski w powstaniu w 1848 r. Po upadku powstania powrócił do pracy naukowej. Doktoryzował się w 1850 r. „W latach 1851-59 był redaktorem „Przeglądu Poznańskiego” (...). W 1861 r. opublikował broszurę pt. „Język polski w Wielkim Księstwie Poznańskim” (...). Był członkiem Dyrekcji Towarzystwa Naukowego w Poznaniu. (...) Brał udział w rozmowach z przedstawicielami czerwonych i białych w lipcu 1862 r. w Warszawie”. 
Ożywioną działalność prowadził łobżenicki nauczyciel, później kierownik szkoły katolickiej, Marcin Seyda. Związany z łobżenicką oświatą przez 32 lata, „wychowywał młodzież w duchu patriotyzmu, obowiązkowości i religijności” . Na niwie patriotycznej  zasłynął także inny nauczyciel łobżenicki, Stefan Leśnik.
Z Łobżenicy wywodził się Jan Rynarkiewicz. Uczył się w Poznaniu, studiował w Berlinie, uzyskał doktorat w Giessen. Pracował jako nauczyciel gimnazjalny oraz zajmował się literaturą i badaniami literackimi. W 1876 r. wydał „Zbiór rytmów”, opublikował w prasie poznańskiej liczne artykuły. W głównym kręgu jego zainteresowań znajdowała się poezja Jana Kochanowskiego. Zmarł w 1899 r.
 Urodzony w Glesnie Leon Szyperski studiował medycynę i filologię, następnie pracował w gimnazjach w Warszawie, Włocławku, Kaliszu. „Znał kilka języków prowadził szeroką korespondencję naukową w kraju i i z zagranicznymi uczonymi. Zostawił kilka prac naukowych, między innymi o regionie wielkopolskim, na przykład „Geografia talentów wielkopolskich”. Był działaczem Polskiej Macierzy Szkolnej.” 

* * *
Prawo pruskie uderzyło także w Kościół na Krajnie. Uwidoczniło się to szczególnie w Łobżenicy i w Górce Klasztornej, w której dziś istnieje najstarsze Sanktuarium Maryjne w Polsce.
 Obie miejscowości od wieków stanowiły centrum krajeńskiego życia religijnego. Ściągały tu rzesze pielgrzymów z bliższej i dalszej okolicy. Na początku XIX w. w Łobżenicy istniały trzy kościoły: parafialny, przyklasztorny i św. Anny. W 1837 r. władze pruskie dokonały kasacji klasztoru łobżenickiego i zamknęły kościół przyklasztorny. W 1841 r. zlikwidowały także klasztor w Górce Klasztornej, pozostawiając jedynie kościół.
Urzędnicy pruscy starali się zastępować polskich księży niemieckimi lub poddawali władze kościelne naciskom politycznym. Dążyli do neutralizacji patriotycznego charakteru Kościoła. Było tak na przykład w Nakle, gdzie w 1868 r. ks. Henner - proboszcz nakielski, pod pozorem niejasności w dokumentacji gospodarczej parafii został „skazany na utratę beneficjów i odbycie rekolekcji w domu księży emerytów w Osiecznie”. Parafianie w Nakle wystąpili przeciw nowemu proboszczowi, zapowiadając, że „siwej głowy wziąć nie pozwolą ”. Opisując to zdarzenie, J. Księski wyraził przekonanie, że „ znając postawę ks. Teodora Hennera, (...) jego troskę o rozwój szkół elementarnych, wyraźne akcentowanie polskości, można domniemywać, że nie był on wygodnym partnerem dla władz pruskich w roli proboszcza nakielskiego”  . Zapewne duże znaczenie  miało odprawianie nabożeństw za powstanie styczniowe - wbrew zakazowi wydanemu przez władze pruskie 5 czerwca 1863 r. 
Kościół konsekwentnie stał przy języku polskim. Księża inspirowali i popierali działania patriotyczne. Wzorem był kapelan szwadronów wielkopolskich, ks. Adam Loga, który poległ 9 lipca 1831 r.  w szarży pod Szawlami. 
Po powstaniu listopadowym prowadzono „dochodzenie przeciw kwestarzowi bernardynów góreckich, oskarżonemu (...) przez naczelnego prezesa Prus Zachodnich Schoena o głoszenie (...) kazań patriotycznych i podburzanie ludności polskiej (...). Władze rejencyjne oddały kwestarza pod nadzór policyjny, a klasztor poddały represjom” .
Władze dekanalne poparły powstanie wielkopolskie w 1848 r. Po upadku powstania represje „dotknęły (...) ks. Sucharskiego, wikarego z Sadek i ks. Pawła Sącheckiego, proboszcza z Mroczy”.  Wikary z Szubina, ks. Julian Brenk, brał udział w wystąpieniach narodowych, „za co był aresztowany i więziony.”  W późniejszych latach, objąwszy probostwo w Łobżenicy, zasłynął jako twórca polskiej czytelni parafialnej w Łobżenicy, podobnie jak ks. Treder, organizator biblioteki polskiej w Koronowie.
Ksiądz Mielcuszny z Łobżenicy, oskarżony o działalność konspiracyjną oraz odmowę nauczania dzieci po niemiecku, został skazany na 6 miesięcy więzienia. Represje dotknęły „ks. Lemiesza z Sadek i proboszcza z Gromadna, ks. Edmunda Byczyńskiego” .
W 1862 r. księża nakielscy odmówili przyjmowania korespondencji w języku niemieckim, za co musieli zapłacić karę grzywny.
W latach sześćdziesiątych w krajeńskich kościołach odbywały się msze patriotyczne w intencji ojczyzny oraz uczestników powstania styczniowego. Księża wzięli udział w akcji gromadzenia funduszu na broń dla powstańców. Szczególną ofiarnością zasłynął ks. Edmund Byczyński z Gromadna.
 W czasach strajku szkolnego na Krajnie księża poparli protest dzieci i rodziców.
Księża uczestniczyli w pracy towarzystw polskich. Prasa bydgoska zamieściła opis działalności społecznej jednego z krajeńskich kapłanów: „Mamy [w Nakle] (...) towarzystw polskich aż pięć, mianowicie: Towarzystwo Przemysłowe, Towarzystwo Śpiewu „Harmonia”, Sokół, Tow. Młodzieży Kupieckiej i Czytelnię dla Kobiet. Czyż to jednak nie charakterystyczne, że prezesem wszystkich tych towarzystw, oprócz Młodzieży Kupieckiej, jest ks. kap. Stankowski z Potulic? Oddaje się w pełni swej pracy. Rozpoczął działalność jako prezes, gdy towarzystwa chyliły się ku upadkowi. (...) Jeździ w słotę i mróz, a zamiast poparcia doznaje z rozmaitych stron tylko przykrości, jednak nie zraża się tym i czyni  co może”. 
Przypominając zasługi księży katolickich dla zachowania polskości Pomorza, Ryszard Michalski pisze: „Księża byli inicjatorami większości poczynań politycznych, kulturalnych i społecznych. To oni najczęściej organizowali bractwa polsko-katolickie, kółka rolnicze, organizacje społeczne, oświatowe i polityczne, a także byli animatorami ruchu kulturalno-oświatowego kultywującego język polski i narodowe tradycje. (...) Przy walnym udziale duchowieństwa katolickiego powstało Pomorskie Towarzystwo Pomocy Naukowej, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, czasopisma: „Roczniki Towarzystwa Naukowego” i „Zapiski Towarzystwa Naukowego”. To na ich łamach księża publikowali rozprawy podkreślające polską przeszłość Pomorza.” 

* * * biblioteki
Przed rozbiorami obecność książki polskiej na Krajnie  nie była zjawiskiem marginalnym. Na przykład w XVIII wieku biblioteka parafialna i szkolna w Mroczy liczyła 51 tomów. W spisie książek widnieją „Biblia Latina”, „Komentarz do listów św. Pawła Apostoła”, „Komentarz Biblii ks. Piotra Skargi”, „Biblia po polsku” Jakuba Wujka, „Rozmowy Karola Wielkiego”, „Święci patronowie Polski”, „Skarb modlitw”, „Historia Aleksandra Wielkiego”.  Po pierwszym rozbiorze przemycano na Krajnę książki polskie z wolnych miast Gdańska i Torunia. Popularnością cieszyły się dzieła oświeceniowe, np. „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki” I. Krasickiego, „Powrót posła” J. U. Niemcewicza. 
W drugiej połowie XIX w. ogromne zasługi dla rozwoju polskiego czytelnictwa wniosło Towarzystwo Czytelni Ludowych. „W doniesieniach prasowych z roku 1898 czytamy: Ludu wiejskiego głód duchowy zaspokoić wzięło sobie za zadanie TCL założone w 1880 r. W roku 1885 (...) było w Księstwie 671 czytelni, na Śląsku 153, w Prusach Zachodnich 210, w Prusach Wschodnich (...) 66. Do poszczególnych punktów rozesłano w omawianym zakresie łącznie 24.807 książek.” 
W prezentowanym okresie powiaty krajeńskie nie miały swoich delegatów w centrali TCL. Działalność w terenie prowadzili Roman i Władysław Komierowscy,  ks. Franciszek Malinowski z Wałdowa, dr Rogala z Kamienia, ks. Królikowski z Wałdowa,  Prądzyńscy, Połczyńscy. W Sępoleńskiem „od 1870 r. działało Towarzystwo Czytelni Ludowych z 14 bibliotekami”.  W 1930 r. placówka Towarzystwa Czytelni Ludowych w Wyrzysku obchodziła pięćdziesięciolecie istnienia.  Punkt wypożyczeń funkcjonował także w Nakle.
Oprócz placówek TCL na Krajnie działały inne biblioteki polskie. W 1836 r. w Nakle powstała biblioteka dekanalna. Włączono do niej księgozbiór zlikwidowanej biblioteki poklasztornej. Od 1849 r. istniała zawierająca początkowo 127 dzieł polskiej kultury polska biblioteki gimnazjalna w Chojnicach.  W 1906 r. w Nakle utworzono „Czytelnię dla kobiet”, którą kierowały Dalska, Janicka, Kryszkiewicz, Chmarzyńska, Kleydzińska, Biniakowska. Do nakielskiej „Czytelni” należało 50 stałych czytelniczek.  Własną biblioteczkę miało także nakielskie Towarzystwo Młodzieży Kupieckiej.  W 1908 r. powstała biblioteka polska w Koronowie.
Na początku XX w. polskie książki rozprowadzała również redakcja poznańskiego kwartalnika „Straż”. W sprawozdaniu z 1908 r. czytamy, że za składki społeczne „ (...) wydział oświatowy wydrukował 100.000 książeczek narodowych i pouczających i bezpłatnie je rozesłał. Dalej rozesłał dotąd również bezpłatnie 10.000 elementarzy, 15.000 egzemplarzy „Historii polskiej”, 10 tysięcy listowników dla dzieci, wspierał biblioteki i teatry amatorskie”.  Działalność tę wspierał „Dziennik Bydgoski”, prowadzący akcję „Darmowe elementarze dla ubogich”.
Polska książka i czasopismo były na Krajnie i w przyległych regionach chętnie przyjmowane. Dowodzi tego przykład Koronowa, gdzie na wiecu 12 stycznia 1908 r. delegat Babst zachęcał „(...) do czytania książek i gazet polskich, z których dziś jedynie oświatę i świadomość narodową czerpać możemy. (...) Dowodził na podstawie statystyki, że około 50 osób corocznie przechodzi w Bydgoszczy na protestantyzm i ginie w morzu germańskim dlatego, że dla braku miejscowej gazety czytają blaty niemieckie”.   W maju tego samego roku „staraniem całej miejscowej inteligencji z księdzem Trederem na czele”  utworzono w Koronowie bibliotekę dysponującą 2 tysiącami polskich książek. Powstał oddział Towarzystwa Czytelni Ludowych. W czerwcu w prasie bydgoskiej ukazał się apel księdza Tredera o darowanie koronowskiej bibliotece polskich książek, ponieważ księgozbiór okazał się zbyt ubogi w stosunku do liczby czytelników.
 
* * *
 „Na gruncie szkół o wyższym od podstawowego stopnia rozwoju zachowano do 1901r. naukę języka polskiego.”  Jerzy Konieczny przytacza anonimowy artykuł zamieszczony w „Gazecie Toruńskiej” w 1882 r., zatytułowany „O nauce języka polskiego w skombinowanych oddziałach po gimnazjum zachodnio-pruskim...”. Wg autora artykułu uczeń powinien tak opanować dzieje piśmiennictwa polskiego, by potrafił odnieść dane dzieło do „właściwej epoki i z jej ducha go zrozumieć”. Środkiem ku temu  miało być czytanie i komentowanie takich utworów jak: „Maria” Malczewskiego, „Pieśń o ziemi naszej” i „Mohort”  Pola, „Dumki” Zaleskiego, „Zachwycenie” i „Błogosławiona” Lenartowicza, „Grażyna”, „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza, „Maria Stuart”, „Mazepa”, „Balladyna”, „Lilla Weneda”  Słowackiego. 
Naukę literatury opierano na wypisach. Podstawowymi podręcznikami były: „Wybór prozy i poezji polskiej dla klas niższych gimnazjalnych i wyższych szkół miejskich” A. Poplińskiego, „Wzory prozy na wszystkie jej rodzaje, stopnie i kształty”  J. Rymarkiewicza oraz „Nowy wybór prozy i poezji dla szkół gimnazjalnych i niższych” I. Molińskiego i S. Spychałowicza. Syntetyczną wiedzę literacką zawierały także „Nauki poezji”  H. Cegielskiego oraz „Rys dziejów piśmiennictwa” L. Łukaszewicza. A. Popliński przytaczał fragmenty prozy i poezji wybrane z utworów okresu przedrozbiorowego, które w szczególny sposób mogły budzić pietyzm dla literatury ojczystej jak i dla tradycji kulturalno-obyczajowej. H. Cegielski uwzględniał w szerokim zakresie najnowszą twórczość literacką. U L. Łukaszewicza najcenniejsze były niezmiernie rozbudowane elementy bio- i bibliograficzne.” 
Na Krajnę docierały również inne podręczniki do nauki języka polskiego, także pisane specjalnie dla Niemców. W połowie XVIII w. wydawano w Gdańsku polskie elementarze. Oficyna drukarska Tomasza Jana Schreibera drukowała elementarz „Informacja dla panienek albo nauka czytania różnych charakterów pisma polskiego”. W 1766 r. ukazał się inny elementarz - z drukarni Jana Fryderyka Bartelsa - jednak do dzisiejszych czasów  nie zachował się ani jeden jego egzemplarz. W 1804 r. Daniel Ludwik Wedl drukował elementarz dla chłopców zatytułowany „Elementa puerilis institutionis”. W 1720 r. pojawiło się pierwsze wydanie podręcznika języka polskiego Jana Monety, „Enchiridion Polnonicum”. Dzieło to, służące przede wszystkim nauczaniu gramatyki, doczekało się 19 wydań - poprawianych i ulepszanych. przez toruńskiego kaznodzieję Krzysztofa Haberkanta. Duże zasługi dla krzewienia wiedzy o języku polskim w środowisku niemieckim wniósł Krzysztof Celestyn Mrongowiusz. Dorobkiem czterdziestu lat jego wytężonej działalności były podręczniki „Polnisches Lesebuch, Lexicon und Sprachlehre” (wydany przed 1797 r.),  „Versuch einer Anleitung zum Übersetzen aus dem Deutschen ins Polnische. . . Informacja do tłumaczenia z języka niemieckiego na polski i Polnische Formenlehre” (wyd. w 1811 r.), „Polnischer Wegweiser... Mentor polski – lekcje do tłumaczenia z języka niemieckiego na polski ze słowniczkiem” (wyd. w 1816 r.), „Ausführliche Grammatik der polnischen Sprache oraz Anleitung zum Übersetzen aus dem Polnischen ins Deutsch und aus dem Deutschen ins Polnische” (wyd. w r.1837). Odnotować należy także opracowanie i wydanie przez Mrongowiusza dwóch słowników. Niemiecko-polski, dedykowany księciu Adamowi Czartoryskiemu, ukazał się w 1823 r., drugi - „Dokładny słownik polsko-niemiecki” - w latach 1835 i 1837. 
Mrongowiusz - lektor języka polskiego w Gdańsku, chętnie propagował literaturę polską. „Tradycja przekazała wiadomość o szczególnym kulcie Mrongowiusza dla Kochanowskiego oraz znajomość dzieł Krasickiego, Bohomolca, Zabłockiego, Niemcewicza, Karpińskiego.” 
Drugi rozbiór położył kres obiegowi książek z wolnych miast. W późniejszym okresie lektury uczniowskie - w wysokich nakładach, ujęte przystępnie i przeznaczone najczęściej dla ludu - pochodziły przede wszystkim z wydawnictwa Płażyńskiego w Poznaniu.

* * *
Ważną rolę odegrała na Pomorzu polska prasa. „Pod panowaniem pruskim miała poważny autorytet. Czasopisma ukazujące się tu przed I wojną światową: „Gazeta Toruńska”, Pielgrzym”, „Gazeta Gdańska”, „Gazeta Grudziądzka”, „Nowa Gazeta”, „Gazeta Chojnicka”, „Gazeta Kościerska”, „Głos Lubawski”, „Gazeta Chełmińska” i „Gazeta Świecka” były jedną z ważniejszych form samookreślenia, a ich redaktorzy stanowili jednocześnie kadrę organizacyjną ruchu narodowego.”   Do podanych wyżej tytułów należy dopisać „Dziennik Bydgoski”, którego jeden ze współpracowników, Jan Cywiński, mieszkający w Bydgoszczy znany działacz polskich organizacji, pochodził z Krajny - urodził się 12.11.1873 r. w Witosławiu. 
Na Krajnę po I rozbiorze przemycano z Gdańska i Torunia  egzemplarze „Monitora” oraz „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych”. W II poł. XIX w. zarząd kamieński wprowadził prenumeratę  chełmińskiego „Przyjaciela Ludu” i toruńskiego „Gospodarza”. „W zbliżonym chronologicznie okresie sąsiadujący z tym terenem powiat tucholski dysponował toruńskim „Przyjacielem” (41 egz.), poznańskim „Przyjacielem Ludu” (26), pelplińskim „Pielgrzymem” (24), „Gazetą Toruńską” (6), „Dziennikiem Poznańskim” (2) i czternastoma innymi tytułami wychodzącymi na Pomorzu, Śląsku i w Wielkopolsce, a przeznaczonymi dla wszystkich środowisk społecznych.”  Nieco inaczej wyglądała ta statystyka w powiecie wyrzyskim. Tam „docierał od 1861 r. „Dziennik Poznański”, a od 1863 r. chełmiński „Nadwiślanin”, które to pisma podtrzymywały tradycje patriotyczne i przyczyniały się do budzenia świadomości narodowej.”  Czytano także „Pielgrzyma”, a przede wszystkim „Gazetę Grudziądzką”, adresowaną głównie do ludności wiejskiej, spełniającą rolę praktycznego poradnika gospodarczego, prawnego i politycznego. Odegrała ona ważną rolę w walce o polski stan posiadania i o stworzenie silnego, patriotycznego ruchu chłopskiego.
W liście czytelnika z Wysokiej,  zamieszczonym w 1908 r. w prasie, czytamy: „ coś przeszło 9% [mieszkańców Wysokiej] abonuje polskie gazety; mianowicie „Gazeta Grudziądzka” i „Przewodnik Katolicki” są bardzo rozpowszechnione”.

* * *
Jak wyglądał  krajeński panteon literacki na początku XX w.?
Wśród autorów propagowanych przez Towarzystwo Czytelni Ludowych poczesne miejsce zajmował Henryk Sienkiewicz. „Wśród 980 tytułów wymienionych w katalogu z  r.1902 i przeznaczonych do dyspozycji komórek tecelowskich znajdowały się pozycje znakomitego pisarza”:  „Za chlebem, „Ogniem i mieczem, „Potop”, „Pan Wołodyjowski”, „Potop”, „Krzyżacy”.  Twórczość Sienkiewicza, otoczoną patriotycznym kultem, prezentowano w prasie. „Eksponowano sceny bohaterstwa indywidualnego i zbiorowego, przy czym skierowano na nie uwagę w specjalnych notach prasowych”.  O sile odbioru polskiej książki pod zaborami świadczy także fakt, że „Józef Ignacy Kraszewski otrzymał od około trzystu trzydziestu korespondentów z ziem polskich zaboru pruskiego ponad trzy tysiące listów”.  Autorzy zgłaszali liczne postulaty. Teodor Dominirski w 1865 r. pisał: „jest pożądane, żebyśmy (...) dali pracy narodowej kierunek, w czym dziennikarstwo może się najbardziej przyczynić, (...) a dziennikarz powinien ostro występować przeciwko każdemu złu w polskim społeczeństwie”.  Wyrażano troskę o oświatę polską dla ludu, by - jako fundament społeczny - „mógł dźwigać ciężar spraw narodowych”.
Można jednak zaryzykować tezę, że Sienkiewicz  funkcjonował przede wszystkim jako lider obiegu popularnego.  Np. w Łabiszynie, w lutym 1908 r., ks. prałat Stryjakowski wygłosił odczyt o twórczości H. Sienkiewicza, akcentując w niej pierwiastki patriotyczne i umacniając ducha narodowego słuchaczy, ale drugorzędnie traktując walory artystyczne.    W podobnym kierunku przebiegało upowszechnienie pisarstwa Sienkiewicza w pismach regionalnych.
W prasie prezentowano również innych autorów funkcjonujących w obiegu popularnym. Jesienią 1909 r. „Dziennik Bydgoski” zamieścił instruktaż dla organizatorów przedstawień i prelekcji. Zalecał dobór sztuk następujących autorów: Gawalewicza, Anczyca, Przybylskiego, Bałuckiego, Fredry. Przestrzegał, by nie wybierać utworów zbyt trudnych i długich, „bo nużą”.
W tym samym czasie głównymi reprezentantami literackiego obiegu wysokoartystycznego byli Adam Mickiewicz oraz Juliusz Słowacki. Prasa bydgoska pisała: „Głosy wieszczów (...) były przede wszystkim ewangelią miłości ojczyzny, hasłem do czynu, do pracy nad odrodzeniem wewnetrznym.” 
 Wysoka ranga Mickiewicza na Pomorzu nie może dziwić. Przecież w Toruniu, w oficynie E. Lambecka wydano pierwszą edycję „Pana Tadeusza”, opartą na pierwodruku paryskim z 1834 r.” . Również w Toruniu odbył się proces filomatów, który „pod względem zasięgu śledztwa i liczby oskarżonych był w okresie niewoli drugim co do wielkości procesem młodzieżowym po słynnym procesie filomatów wileńskich z 1823 r.”  Przypomnijmy: w 1900 r. policja zdekonspirowała koła filomackie w Chełmnie, Brodnicy i Toruniu.  Oskarżono 56 uczniów gimnazjum w Chełmnie, 9 uczniów gimnazjum w Toruniu, 19 uczniów gimnazjum w Brodnicy oraz 6 kleryków Seminarium Duchownego w Pelplinie. W trakcie rozwoju śledztwa listę oskarżonych poszerzono o 22 uczniów gimnazjów w Białogardzie, Gnieźnie, Krotoszynie, Ostrowie Wielkopolskim, Rogoźnie, Śremie, Poznaniu. Ostatecznie w liczącym 84 strony akcie oskarżenia znalazły się nazwiska 60 podejrzanych. 15 oskarżonych uwolniono z braku dowodów winy, 10 udzielono nagany, kilkunastu skazano na karę więzienia od 1 dnia do 3 miesięcy. Większość oskarżonych już przed rozprawą relegowano ze szkół. 
Oskarżeni spotkali się z pomocą i szerokim poparciem środowiska polskiego. W trakcie śledztwa zachowali solidarność i zadziwili obserwatorów odwagą osobistą.
Po ogłoszeniu wyroku obrońcy oskarżonych wnieśli apelację do Najwyższego Sądu w Lipsku. Została ona odrzucona 4 kwietnia 1902 r. Oskarżonym pozostała jeszcze możliwość zwrócenia się z prośbą o ułaskawienie do Wilhelma II. Ale w kwietniu 1902 r. zamieścili w polskiej prasie następujące oświadczenie:
 „Koledzy! Po odrzuceniu rewizji, wniesionej przez nas przeciwko wyrokowi sądu toruńskiego, pojawiła się w gazetach pogłoska, że zamierzamy wnieść prośbę o ułaskawienie. Pogłoska ta zniewala nas do skreślenia następujących uwag.
 Prośba o ułaskawienie byłaby przyznaniem się do winy, błaganiem o przebaczenie, byłaby upokorzeniem się w całym tego słowa znaczeniu. My zaś nie poczuwamy się do żadnej winy. Ucząc się bowiem polskiego języka, polskiej historii i polskiej literatury, spełnialiśmy jedynie nasz święty obowiązek. Wobec tego możemy tylko powiedzieć, że nie pojmujemy i nie pojmiemy nigdy, dlaczego sądy uznały nasze postępowanie za karygodne- ale nie możemy uznać, żeśmy zawinili.
Każdy przyzna, że w tych okolicznościach stawienie wniosku o ułaskawienie ubliżałoby naszej godności, poniżałoby nas w oczach własnych i w oczach każdego człowieka z charakterem.
Nie prośmy zatem o łaskę, lecz pokażmy, że umiemy z godnością cierpieć za spełnienie obowiązku.”   
Pomorscy filomaci zachowali się jak bohaterzy Mickiewiczowscy, bowiem twórczość Mickiewicza oraz wybrane fragmenty jego biografii były fundamentem ideowym tradycji filomackiej. Imię Mickiewicza przyjęły koła nakielskie i chojnickie. Pseudonimy z utworów Mickiewicza przybrali członkowie koła wałeckiego. W zestawach lektur filomackich  jako obowiązkowe znalazły się: „Pan Tadeusz”, „Grażyna”, Konrad Wallenrod”, „Powrót taty”, „Świtezianka”, „Lilie”, „Oda do młodości” i inne utwory. Obchody rocznic związanych z życiem i śmiercią poety miały dla filomatów rangę najwyższą – zaraz  po rocznicach narodowych.
Biografia Juliusza Słowackiego była mniej wyrazista. Twórca krzemieniecki pozyskiwał czytelników przede wszystkim działalnością literacką. Spis lektur filomackich zawierał co prawda obowiązkowo na przykład „Marię Stuart”, „Mazepę”, Balladynę”, ale mimo to można odnieść wrażenie, że Słowacki pozostawał w cieniu Mickiewicza. Czy było tak rzeczywiście?
Dla recepcji twórczości Juliusza Słowackiego na Pomorzu i Krajnie szczególnie ważny był rok 1909. Od kwietnia na łamach prasy zaczęły się pojawiać apele o organizowanie obchodów rocznicy urodzin i śmierci poety. Początkowo akcentowano ideową wartość twórczości Słowackiego jako jednego z wieszczów: „Polska miała jednego Tytana, Króla-Ducha, wodza i Pieśniarza, a tym jednym są trzej nasi wieszcze (...). Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki stanowią dziś w pojęciach naszych prawie nierozłączną trójcę jako olbrzymy poezji naszej w epoce romantycznej.”  „Najświetniejszą cnotą i najgorętszym uczuciem Juliusza Słowackiego to jego miłość ojczyzny, całej, wielkiej z jej przeszłością i przyszłością. Zarazem kochał on w narodzie wielkość, czystość i wzniosłość, kochał piękno, zapał i świętość”. 
Jednak Słowackiego często sytuowano w drugim szeregu: „Najpopularniejszym (...) był i jest Mickiewicz, którego prochy dawno na Wawelu spoczęły. Mniej zaś zrozumianym za życia był Juliusz Słowacki, który nawet z Mickiewiczem nie mógł się zgodzić (...).”  Z biegiem czasu  opinia ta ulegała zmianie. Rosła ranga twórczości Słowackiego. „Sto lat mija w tym roku od chwili urodzin wielkiego tego poety narodu naszego, a największego mistrza słowa”.  „Poezja Słowackiego jest jakoby organowy instrument o bogatych i dźwięcznych tonach (...). Był (...) Słowacki w pełnym znaczeniu poetą narodowym, był zarazem poetą przyszłości.”
Prasa obszernie relacjonowała obchody rocznicy urodzin Słowackiego w Poznaniu oraz w Krakowie. Apelowała, by podobne obchody organizować w regionie:  „W całym zaborze pruskim niech zabrzmi chór: Hołd cieniom Juliusza”   Podała schemat organizacji obchodów, który powinien zawierać deklamację wierszy Słowackiego, pieśni patriotyczne, wykład na temat biografii i twórczości poety, inscenizację fragmentu większego dzieła.
Największe uroczystości na Krajnie odbyły się we wrześniu 1909 r. w Górce Klasztornej. Ich opis znajdujemy w „Dzienniku Bydgoskim”: Niestrudzony wprost w pracy narodowej i społecznej ksiądz Leon Raczkowski (...) urządził w niedzielę w obszernych poklasztornych lokalach w Górce obchód jubileuszowy ku uczczeniu pamięci wieszcza naszego Juliusza Słowackiego. Zaproszonych gości zebrało się najmniej jakie 600 osób i to – prócz 9 księży i kilkunastu obywateli z Łobżenicy i jednego z Nakła – sam lud wiejski i roboczy”.   Program zawierał wykład ks. Raczkowskiego o Słowackim, deklamację utworów „Ojciec zadżumionych” i „Testament mój”, śpiew chóru.
Organizowanie tak dużych przedsięwzięć nie zawsze było możliwe. Prasa informowała o utrudnieniach ze strony władz i policji. „W powiecie bydgoskim, wyrzyskim, szubińskim itd. nie wolno zwoływać zebrań publicznych.”  Pewne problemy mieli też organizatorzy obchodów w Wąwelnie.  Aby uniknąć utrudnień, prasa zalecała organizowanie uroczystości w „kółkach zamkniętych”. 
Latem i jesienią 1909 r. prasa bydgoska systematycznie zamieszczała opis obchodów w regionie. 27 sierpnia w Wysokiej odbyły się śpiewy patriotyczne, deklamowano „Testament mój”, „Hymn Boga Rodzica”, „Hymn legionu litewskiego, odegrano „dwa ustępy z Jana Bieleckiego” . Prelekcję o życiu i twórczości Słowackiego przedstawili obywatel ziemski Jerzy Moczyński oraz ksiądz Skrzypiński z Krostkowa. Uroczystość zakończono „ślicznym żywym obrazem”.  29 sierpnia w Kruszwicy członkowie Towarzystwa Śpiewu deklamowali wiersze Słowackiego i odegrali trzeci akt „Kordiana”, a prezes Towarzystwa Przemysłowego Pomianowski wygłosił odczyt o twórczości poety.  Komitet obchodów w Żninie stanowili: ksiądz Jasiński, Grützmacher, E. Bykowski, A. Nowicki, T. Lapis, J. Janicki, A. Nowicki, W. Mełka, W. Strzyżewski. Program obchodów 5 września zawierał: mszę świętą, śpiewy patriotyczne, deklamację „Bieleckiego” i „Dumy o Wacławie Rzewuskim”, odczyt o Słowackim.  8 września B. Domiński wygłosił wykład o twórczości Słowackiego dla członków Towarzystwa Ludowego w Lubiewie. 6 sierpnia odbyły się okazałe obchody w Gniewkowie: ksiądz dziekan Haupa zaprezentował obszerną prelekcję, recytowano „Do pracy”, „Smutno mi, Boże”.  17 września w Górce Klasztornej miały miejsce wspomniane już największe obchody krajeńskie.
Informacje o zorganizowanych obchodach urodzin J. Słowackiego w prasie bydgoskiej zamieszczały jedynie najprężniejsze ośrodki polskie. Obecnie nie można już odtworzyć uroczystości organizowanych przez „towarzystwa zamknięte” – na temat których działalności informacji programowo nie ujawniano.
Zgromadzony materiał pozwala jednak na wysnucie następujących wniosków:
1.    Obchody setnej rocznicy śmierci Słowackiego stały się doskonałym pretekstem dla upowszechnienia jego twórczości. 
2.    Na Krajnie Słowackiego traktowano jako wieszcza, lecz przede wszystkim jako mistrza słowa. Dla Krajan poezja wieszcza była trudna, miała walory patriotyczne i uniwersalne, lecz chętnie podjęli oni wysiłek, by poezję tę poznać, zrozumieć, prezentować.   
3.    W 1909 r. i w następnych latach twórczość Juliusza Słowackiego przekraczała granice obiegu wysokoartystycznego. W kręgu jej odbiorców znaleźli się przedstawiciele różnych środowisk. Tym samym twórczość Słowackiego odegrała ważną rolę w procesie konsolidacji, edukacji i uaktywnienia środowiska polskiego na Krajnie.