Tomasz Madej

Wiersze wybrane



„Audyt”

Stoją dumnie nade mną
dyktując mi warunki
mojej wolności

Audyt moich czynów
przeprowadzony skrupulatnie
w białych rękawiczkach

spod których nie widać
brudu pod paznokciami
którymi wcześniej mnie rozdarli



„Kieszenie”

nadzieją wypchane kieszenie
pod czaszką hamletyzm bez końca
po lewej od mostka - wrzenie
z mroku mnie ciągniesz do słońca



„Kreska nad o”

miałem tylko napić się wody
ktoś znowu postawił mi kreskę
nad o
młodość wymaga poświęceń
wątroby
płuc
serca
od niedoboru bodźców
mnie
po prostu
skręca



„Mógłbym”

Mógłbym po prostu Cię zabrać do domu,
z którego pozwoliłem wyjść Ci tak łatwo
Słuchając serca, nie mówiąc nikomu
Wnieść Twoje bagaże, zapalić światło

Mógłbym po prostu spróbować zapomnieć
Postarać ułożyć swe życie od nowa
Spojrzeć na to nadzwyczaj przytomnie
Czy byłabyś na to wszystko gotowa?

Masochistyczna jest nasza zabawa,
w którą z czasem brniemy poważniej
Nie wiemy czy gonić chcemy by złapać
Czy na stałe pomoże to, czy tylko doraźnie



„Piękni dwudziestoletni”

Piękni dwudziestoletni
Na łamach Instagramu
Piękni dwudziestoletni
W oparach szmiry, chłamu

Piękni dwudziestoletni
W opałach, na skraju
odrzucenia prywatności
Na pikselowym haju

Na serwerach wstępnie zarzucili już kotwicę
Marudzenie to daremne, kiedy sam tu lajki liczę



„Reset”

Przemieniam moje życie w wersety
Co chwilę próbuję je urozmaicać
Kogoś tym mogę urazić niestety
Lecz samo życie raniącym już bywa

Znałem takich co walcząc z rutyną
Zmienili życie w pogoń za prochem
Chcieli diamenty dawać kobietom
Kryształy mefy ciągną dziś nosem

Znałem takich co towarzysko
Wypadali całkiem w porządku
Zdecydowali by raz to wszystko
Twardym resetem odłączyć od prądu



„True love”

Czy jest takie uczucie na lata
trwałe
gdy ślub jest z miłości
więcej wartej niż bale
Czy takie uczucie jest czyste
bez „ale”
z chemią bezkresną
nie słowem kocham rzuconym niedbale



* * *

W oburzeniu wstawię post
A w post, sam się wstawię
W walce liczy się mój głos
W krwawej walce palce złamię

Zdekapituję was capslockiem
Wrogowie, martwi jak piksele
Pijąc ciechana pod blokiem
Już wyznaczam nowe cele

Śledzę wszystkie ruchy wroga
I taką postawę się chwali
To jedyna słuszna droga
Do Virtuti Virtuali



„ WWW ”

Definicją słowa oksymoron
Jest prywatność w dzisiejszych czasach
Ludzie po gębach w necie się piorą
Ja między nimi cichutko hasam

Odpalam Facebooka, potem Instagram
Mam jak na tacy życia podane
Wiem kto urodził, u kogo impra gra
Kto z kim się rozstał, kto z kim jest dalej

Wzloty, upadki, szczęścia i smutki
Ludzkich rozterek ogromny silos
Ludzie mądrzy i zwykłe głupki
Tam gdzie nienawiść przeplata miłość

Granica życia z wirtualem?
Przelicz jej grubość mi na piksele
Mówili, że życie to bal jest nad bale
Stoję pod ścianą, bezsilnie się śmieję…



"Zła Zmiana"

nawet nie wiem kiedy zamieniliśmy
kluby piłkarskie i sprint
w stronę światła bramki na
kluby nocne i
sprint w stronę
światła bramek tych klubów

nawet nie wiem kiedy zamieniliśmy
kluby nocne i taniec
w ich mroku
na kluby ze striptizem
taniec na róże i
mrok tych wszystkich pokus



„Martwopłoty”

Arena owinięta martwopłotem z betonu
Galeria wszystkich odcieni szarości
Z bramą na pilot nie potrzebną nikomu
W mieście, w którym trwa kryzys wartości

Wstukaj kod i wyjdź za bramę
Tam juz wszystko pomieszane
Obok usług pogrzebowych
Możesz kupić drogą szamę
Cztery obok masz świątynie
Towarzystwo wokół cwane
Nic nie widzi, z prądem płynie
gdzie promocje rozpisane

Drepczą równo nic nie widzą
Smartfony im kroki liczą
W oknach ludzie płaczą, ryczą
Nad powszechną znieczulicą

Lecą wrogo skrzecząc wrony
Kto dziś widzi światła blask?
Kto dziś słyszy jak brzmią dzwony?
Zmienił swą rozdzielczość świat.