Wojciech Borkowski 
 
Dworzec Toruń Główny

mżawy poranek niedzielny
w towarzystwie herbaty i papierosów
przy stoliku wyczyszczonej z ludzi
dworcowej restauracji –
taka przestrzeń
ze skłębionymi w dłoni znaczeniami
na dwa głosy

zaraz staniesz w drzwiach
niezapowiedzianej tęsknoty
i podarujesz mi wotywną świecę
z płomieniem niepokoju

podobno ocalenie jest czasem
który się wypełnia



Dworzec Toruń Główny II

umiarkowane popołudnie
spełnia się przypadkowo zaznaczoną
dworcową restauracją

siedzę przy ekranie otwartego okna –
niedorzeźbieni ludzie pozostawiają po sobie
także milczące
smugi tła

gdybym nie miał ważnego biletu
mógłbym nabyć poza kolejnością
nieważny
ale pozostawiam to właścicielom
win i luster

spotykam starego Marchołta
oferującego za parę groszy salomonowe wyroki –
rozmawiamy o sklejonych powiekach Homera
dociekaniami szantażujemy Pelasgosa
telefonujemy do Lynkeusa

jeszcze przy okazji
odnajduję w pobliskim motelu
jedną z Okeanid



Dworzec w Malborku

jeszcze można
wszędzie się spóźnić
na każdy ekspres na każdy podmiejski
na każdą godzinę otwarcia

jeszcze można
wszędzie zdążyć
na kolację w ramiona kobiet
a dalej już wszystko ułoży się samo

jeszcze można
przyjść za wcześnie
popełnić faux pas narobić bałaganu
wylać dziecko z kąpielą

jeszcze można
dociekać
która chwila jest najwłaściwiej usytuowana
na wykresie przeoczeń
praktycznej normy
rozkładu jazdy



Znaki ufności

Boże Ojcze ateistów –
weź ból mój i pustelnię moją
i na drugą stronę modlitwy przeprowadź

Mesjaszu agnostyków –
zabierz zdradę i obłąkanie
i przy drodze do Emaus porzuć

Duchu Święty egzystencjalistów –
uwierz w drżenie pohańbionych i szatana nieskalanych
i zza zamkniętych okiennic wieczernika ogłoś

Trójco Przenajświętsza ślepców –
dotknij Logosu ciała i złorzeczeń skały
i wodą żywą namaść

przecież zawsze
było dość miejsca
dla osuniętych w nicość



Z życia komorników czyli List Adama Chmielowskiego

w klatce o wymiarach
poniżej chęci przetrwania
czasami pojawia się nagle
z Bożej Łaski Najmiłościwiej Windykujący
Apostolski Król Harpii
by protokolarnie opieczętować cienie
i zostawiwszy na stole
wezwanie do Abbadonu
odejść
zabierając przy okazji
co jeszcze nie zabrane
co już dawno zabrane

w pustym pokoju
za zatrzaśniętymi drzwiami hipoteki
rozsiada się zwykle
nieczynny śmiech
gorączkowo zwany
zastawem
 


Spotkanie z Norwidem

Chorał ucichł był nagle
I znów jak fala wyplusnął

Norwid siedział dwa stoliki obok
zamówił zapiekankę z keczupem i herbatę z cytryną
pozdrowiłem go skinieniem głowy
ale nie odpowiedział może mnie nie pamiętał

a więc udało mu się -
uciekł z Domu Świętego Kazimierza
tylko czy teraz będzie mu lepiej
wśród przypadkowych cytatów poronionych podręczników                         
 i kretyńskich wypracowań

w sumie to przecież kawał dobrego proroka
prawie takiego jak Eliasz Klimowicz albo Mathilde Ludendorff

jego błąd –
mógł przecież pojechać nad jezioro
strzelić sobie w łeb
byłoby
głośno ponuro romantycznie

teraz zgolił brodę obciął włosy przywdział turecki sweter -
jest na garnuszku opieki społecznej
bo nie zawsze da radę zarobić na kieliszek chleba

czemu cieniu wychodzisz
ręce włożywszy w kieszeń