Monika Bubella
Cisza

Boso, przez zboża
Goniliśmy wiatr,
Był szybszy!

Zmordowani padliśmy w stóg siana.
Nasze nierówne oddechy
Ginęły w suchości powietrza,
Słońce łaskotało w nosy
A rozpalone ciała
pragnęły tylko jednego -
 
Wiatr ustał.


* * *

Wróć mi dni
Kiedy wszystko wokół
Śmiało się
I przyjaźnie wyciągało ręce

Pomóż
Odnaleźć świat kolorowy
Świat dzieciństwa

Teraz wszystko jest szare
A ludzie
Mają zagubione spojrzenia

Nie wiem
Dokąd mam iść
Nie widzę drogi

I choć w uszach
Dźwięczą słowa
wciąż jeszcze
wszystko jest przed nami
Oglądam się za siebie


1 listopada

Czy to nie piękna data
Na umieranie,
Dzisiaj,
Gdy myśli każdego
Ulatują do krainy
Wieczności?
To tak,
Jakby wszyscy
Odprowadzali mnie do nieba,
Abym nie czuła się opuszczona
I miała odwagę
To zrobić


Niespełnienie

Nasze spojrzenia,
Pełne niemej rozpaczy,
Spotykają się na długie chwile.

Dlaczego brak nam odwagi
Na ciepłe gesty,
Których tak wyraźnie
Domagają się nasze dusze.

Oboje jesteśmy odbiciem
Wielkiej tęsknoty za…
A to jest tuż, tuż



Gra

Na otwartej dłoni
Życie rozłożyło swoje karty,
Wszystko - i nic zarazem,
Wybieraj.

Zanurz się w głębi
Rozpostartej między palcami,
Może się nie zacisną,
Gdy będziesz zupełnie blisko.

Tylko po co ryzykować
I tak widzisz wszystko,
jak na otwartej dłoni
A nic na niej nie ma.