| Obok
Krajeński Kwartalnik Kulturalny
|
| powrót |
| Barbara Jendrzejewska |
| Noc rudych traw |
Człowiek Zabierasz niebo ogromne zaciskasz w garści bo twoje Twoje ! Nie podzielisz na dwa nie oddasz ułamka Tak dobrze mieć wszystko Całość Bezmiar dla siebie Siebie ! Promienie między palcami z trudem przenikają nie dotrą nie ogarną nie ogrzeją nie dotkną Nie ! Nie pozwolisz Nie ty Ty ! Chłodem powieje na dłonie i myśli Myśli ... ( Pierwsze miejsce w Biesiadzie Poetyckiej Inowrocławskich Spotkań Artystycznych – TURNIEJ JEDNEGO WIERSZA – Inowrocław, kwiecień 2007 ) Odurzenie Kawa zaparzona na wiosennej działce ma posmak wiśniowych kwiatów zawieruszonych pomiędzy zamieszaniem gdy białe płatki jak z japońskich alei plączą się dyskretnie w pachnące majem włosy Unosi się wonią czarnej dojrzałej ziemi rozgrzanej promieniami nadchodzącego lata czasem gorzka, jak niechlubna historia dziejów to znów słodka owiana dostojnością zwycięskich dat jak noc niezgłębiona rozbudzona kolejnym pragnieniem jak ożywienie poranka w dobrych dłoniach nadziei jak spełnienie popołudnia w smakowitej radości prawdziwego aromatu w czerwieni pożądliwych ust (Wiersz nominowany do nagrody głównej – Międzynarodowy Konkurs Poetycki – PODRÓŻ POETYCKA „Ex librisu 43bis” Łódź, lipiec 2007 )
* * *
piosenki z pięciodniowym zarostem odrapane pudło gitary mat saksofonu udający Armstronga i akordeon bryzgający folkiem budzę monetą dźwięk pokornych strun i opornych basów ja od Chopina, Mozarta, Liszta dostrzegam magię pretensjonalnej melodii otwiera moje oczy na uśmiech przekupki znad rumianych pomidorów i zatroskaną twarz staruszka w wyblakłym krawacie Nasz czas Czas daje Zabiera czas Stroi nam włosy twarze Szeptem muska ciało Rzeźbi mapę lat w zamglonych potokach uśmiechów Dotyka dłoni w lustrze doznań uderza wytartymi wspomnieniami kołysze dźwiękiem bezwzględnego obola pozdrawia boskim Charonem pulsuje wiecznym Styksem Płynie ponad ciszę Ponad mimo Już Obrazki Noc zakwita czasem poety na czterech strunach świata wygrywa chorał pamięci Staje przed rozproszoną chwilą Myśli o zarośniętej nadziei Pisze strofę co rodzi się bez bólu w krzyku nocy w żebraczym geście w niemym wołaniu… A tłum pędzi… by zdążyć na drugi brzeg Nieujarzmieni Połamali skrzydła aniołom a teraz się dziwią że świat przesłonięty mgłą rozproszenia białe kartki zabazgrane tysiącami poetów bez nazwisk grzebią dorodne drzewa kurzem stroją zapomniane półki wiersz jak kobieta zniesie wszystko oprócz zdrady Marzenie o prawdziwej przyjaźni Przed progiem nadziei w gestach zniewolonych otwieram wrota człowiecze naoliwione oczekiwaniem Przekroczyć zwątpienie unieść głowę I uwierzyć by znów otworzyć myśli prawdy pełne nasycone tęsknotą spełnienia Dylemat dokąd teraz gdy świat elipsą tańczy a Bóg oczy zasłania nad cierpieniem niezawinionych w karuzeli dziesięciu przykazań kreci się człowiek – on wie jutro będzie lepszy mądrzejszy nie zakłóci porządku wieczorów i świtów tylko wydrze jeszcze jedną gwiazdę by zapłonąć na lodowisku dróg aż stopnieje po pięty i kto na kogo się obrazi człowiek na Boga czy Bóg na człowieka Tolerancyjni napiszę do naszego świata może usłyszy pomiędzy krzykiem zachłannych szept sponiewieranych wolnością zapukam do naszego świata może obudzi zapomniane przysięgi obrony potępionych nie twoją wiarą zawołam do naszego świata może runą mury scalone różańcem obojętności potęgą krzywd bez winy ale świat... to my nasze oczy wpatrzone w modlitwę uszy zasłuchane Papieżem ręce pełne ofiarowania gdzie jesteśmy my tolerancyjni od słów do... słów Pejzaż Pogubione twarze adresy marzenia Ruszają kolorowe manekiny w tańcu dat przez pola obojętności uliczki ślepców morza bez fal... Czy utonie nasz czas zawieruszony zniewolony oddali o... człowieka ? Ona Jeszcze jest dzieckiem co lubi co chce i kaprysi jak niesforny dźwięk a już woła w niej dziewczyna krzyczy kobieta o włosach cyklonu zaplątana pomiędzy lustrem nocy a spełnieniem obietnicy świtu (w jego słusznie wytartych dżinsach) Mogła być Wenus z Milo albo jego muzą (pomiędzy setką a dwudziestym papierosem) Mogła. Tylko czas pomylił dłuta i jej talia przepadła jak ognista lawa Wciąż jest dzieckiem choć niepospiesznie zrywa kartki z dni zawieruszonych nie potrafi rozplątać łańcucha pamięci poukładać klocków wzruszeń Jeszcze jest dzieckiem choć nie funduje sobie Chrystusa co niedzielę Znów jest dzieckiem a coraz częściej potyka się o karawan czasu |