|
nr
1,
marzec 2006 OBOK
Krajeński Kwartalnik Kulturalny
|
|
Tomik: Romuald Rosiński Mam tak mało czasu Wiersze: Robert Biskupak Kazimierz Burnat Małgorzata Bzdawka Jerzy Cybulski Wiesława Kacperska Alina Rzepecka Iza Smolarek Proza Edward Derylak: Mówiące kamienie Jak w Jałowcach książki czytali Maciej Woś Wędrówka Publicystyka Poezja pozornie niepozorna O prozie Zygmunta Przybyłowskiego O poezji Pawła Szydła |
Twórczość
Przybyłowskiego może być kluczem do zrozumienia mentalności Polaka XX
wieku: jego rozdarcia między bezgraniczną miłością ojczyzny a buntem
przeciw niej, tułaniem się po bezdrożach niewolnictwa,
martyrologii, stalinizmu i małej stabilizacji.Wyjaśnia, dlaczego
jesteśmy tacy, jacy jesteśmy: zdeformowani przez wojny światowe, życie
w obliczu zagłady, doświadczeni totalną indoktrynacją i
ubóstwem
- a jednocześnie wolni, stale pełni nadziei na lepsze jutro.
Niepoprawni optymiści. Szaleńcy Europy czy egzystencjalni realiści?»
Około 15 tysięcy lat temu na Pomorzu dobiegała kresu epoka lodowcowa. Najstarsi ludzie żyli do 30 lat, lecz zazwyczaj w tym wieku cierpieli na wszystkie możliwe choroby. W najlepszym razie człowiek miał do dyspozycji najwyżej 20 lat aktywnego życia, a raczej walki o przetrwanie. Walki, której ostateczny wynik i tak już na zaraniu określiły mróz, głód i samotność. Wszystko było kwestią czasu, a czas był największym wrogiem człowieka. » Siedzieli przy stole, gdy głośno skrzypiąc, uchyliły się drzwi. Chłopiec przekroczył niski próg i stanął zaraz przy wejściu, nieśmiało, jakby się wstydził. Bywał tutaj często, czasami, co drugi dzień; czuł się jak u siebie w domu. Oczy wszystkich zwróciły się w jego stronę, a on stał nieruchomo przy drzwiach ze wzrokiem spuszczonym w dół; garść jasnych jak len, prostych włosów zakrywała mu prawe oko; pochylił się nieco do przodu, jakby dźwigał ciężar życiowych doświadczeń, a on przecież będzie je dopiero gromadził. Powoli podniósł głowę, odsłonił chudą szyję i spojrzał nie swoim, smutnym wzrokiem. W zapadłych oczach czaił się zwyczajny, dziecięcy jeszcze, lęk. Z trudem pokonał ucisk w gardle, dwa razy przełknął ślinę tak, że było to słychać aż przy stole pod oknem dużej kuchni, i dławionym przez wewnętrzny skurcz głosem cicho powiedział: - Przyszedłem się pożegnać. » Poezja może być monumentalna, ale i objętościowo skromna. Monumentalna zdecydowanie dziś przegrywa. Przykryta kapeluszem małego czarodzieja z marketu, pokrywa się coraz grubszym kożuchem kurzu historii. Dwie są główne przyczyny takiego stanu rzeczy. Po pierwsze: żyjemy coraz szybciej i mało już kto jest w stanie – kończąc monument, pamiętać, co było na jego początku. Po drugie: monument z reguły ma charakter narodowy i społeczny. A przecież w latach 90-tych ze szkół programowo – stanowczo, aczkolwiek grzecznie, wyprowadzono na przykład Janków Muzykantów, Antków i rodzinę Mostowiaków. Bo „literatura ma bawić i rozwijać wyobraźnię”, natomiast kształtować patriotyzm i uwrażliwiać na problemy społeczne – jakby mniej koniecznie. Skutek jest zadziwiający: elfy i krasnoludy hasają dziś po księgarniach, bibliotekach i umysłach wyrośniętych nastolatów. » Było niedzielne popołudnie, gdy do zagrody Michała Zakwasa, laureata konkursu na najlepszego gospodarza w Jałowcach, wjechał samochodem redaktor Dobrych Nowin, Jan Nieradka. Gdy siedzieli już wygodnie w wiklinowych fotelach, na zadaszonym balkonie, redaktor wyjął z torby mały, mocno sfatygowany dyktafon i poprosił Zakwasa, żeby mu opowiedział jak przebiega jego dzień. - Jak wygląda mój dzień? – powtórzył pytanie gospodarz. Uśmiech zadowolenia rozlał się po jego okrągłej, ogorzałej od słońca twarzy. » |