- Płacz. Krew. A na środku jezdni on… Troy, leżący,
nie poruszający się. W około harmider, twarze nie kryjące
zaciekawienia. A w nich ja, Gabriela Christensen, klęcząca nad zwłokami
chłopaka, którego tak bardzo kochałam, właściwie nadal kocham. – Ten
koszmar nawiedza mnie i nie raczy opuścić. Koszmar, który spełnił się i
tak bardzo boli. Nawet nie umiem opisać jak bardzo. Ból, jaki przenika
przez moje ciało jest niewyobrażalnie mocny.
- Ale może od początku…
- Wszystko zaczęło się na balu “bez okazji” jak to
nasza pani dyrektor nazwała. Tam go właśnie poznałam, Troya. Wysokiego,
blondyna o dużych niebieskich jak ocean oczach.
- To znaczy widywałam go wcześniej, zdarzało się, że
mieliśmy czasami wspólnie treningi z koszykówki. Dość nieprzyjemne
treningi. Dało się odczuć nerwową atmosferę i napięcie, jakie panowało
pomiędzy drużynami. Nie… pomiędzy mną a Troyem. Zabawne nigdy przed
balem nie poznaliśmy się, a rywalizowaliśmy ze sobą na każdym kroku.
Był istny koszmar. Wtedy tak myślałam, jednak teraz, co czuję to jest
dużo gorsze od koszmaru, nawet tego najstraszniejszego. Wracając do
tematu… Wcześniej go nienawidziłam, irytowała mnie jego pewność siebie,
wywyższanie się. Jakie to było denerwujące! Jednak teraz mi tego
brakuje. Ale prawdą jest, że Troy od początku roku szkolnego podobał mi
się, nie tylko mnie, połowie dziewczyn w szkole. Nic dziwnego. Był
mądry, przystojny i wysportowany, był kapitanem drużyny koszykarskiej
męskiej, a ja żeńskiej. Na balu to on do mnie pierwszy podszedł,
poprosił do tańca. Byłam w siódmym niebie. Tak właśnie narodziła się
nasza przyjaźń. Ale moment! Nie mogę zapomnieć o reszcie moich
przyjaciół. Edward i Kamil, którzy również są koszykarzami oraz
przyjaciółmi moimi, dawniej Troya, byli jak bracia, od dziecka razem.
Są też Jowita, którą znam od kołyski, Sylwia, Joanna, Nikola oraz
\Julia, jesteśmy jak siostry.
- Pamiętam jak pierwszy raz go zobaczyłam… Dość! Muszę
o tym zapomnieć! Tylko jak? Nie potrafię wymazać z mojej pamięci tych
wspomnień. To cholerne wspomnienie trzymające się mnie kurczowo, nie
chce odejść w niepamięć. Tak bardzo bym chciała cofnąć czas. Moje
ostatnie wypowiedziane słowa, “Ale ja ciebie nie kocham! Nienawidzę!
Daj mi święty spokój, nie chcę cię już więcej widzieć!”. Żałuję, że to
powiedziałam. Te słowa musiały go zaboleć. Nie… na pewno zabolały. Tak
bardzo, jak mnie teraz, kiedy go nie ma i nie będzie...
- – Gabrielo ktoś do ciebie! – Krzyknął mój ojciec z
dołu. Ciężko westchnęłam. Znowu ktoś przyszedł mnie męczyć. Niechętnie,
ale zeszłam. Ujrzałam przed sobą pęknął, średniego wzrostu brunetkę o
czekoladowych oczach.
- – Cześć – wymusiłam uśmiech na twarzy. Mam tylko
nadzieję, że wyszedł na szczery, ale widząc minę mojego taty zaczęłam w
to wątpić. – Co sprowadza cię w moje skromne progi?
- – Spytałam, jednak wiedziałam, po co tak naprawdę
przyszła. To oczywiste – żebym z nią poszła na spacer. Od kilku tygodni
nigdzie, po za szkołą, nie wychodzę, więc moi “kochani” rodzice chcą
się mnie na kilka godzin pozbyć z domu. Tylko po co? I tak całymi
dniami przesiadują w hotelu. Rozumiem, że pilnują interesów, ale na
Boga przecież hotel się nie spali jak na kilka dni wezmą urlop!
- – Przyszłam ciebie odwiedzić. – Odpowiedziała Nikola.
- – Zapraszam na górę. – Powiedziałam, przygotowując
się, że w najbliższym czasie będę musiała udawać, że jest wszystko
okej. Ale prawdą jest, że nie jestem dobrą aktorką.
- – Wchodzisz?! – Krzyknęłam, kiedy znalazłam się
na górze. Pewnie obmyślała wraz z moimi rodzicami jak mnie
wyciągnąć z domu.
- – Już! – Odkrzyknęła i od razu znalazła się w moim pokoju. Gdy weszła zauważyłam na jej twarzy malujący się szok.
- – Gabi – zaczęła patrząc z szeroko otwartymi oczami
na gołe ściany mojej sypialni. – Czemu zerwałaś wszystkie plakaty z Zac
Efronem. Co z nimi zrobiłaś? – Zaczął się potok pytań. – Po co? –
Powtórzyła a ja milczałam. Nikola wpatrywała się we mnie wyczekująco.
- – Bo – zaczęłam. – Bo…
- – To już wiem, coś jeszcze się ciekawego dowiem
oprócz tego cholernego, bo?! – Krzyknęła poirytowana.
Znowu milczałam.
- – Za dużo wspomnień. – Szepnęłam, jednocześnie
przerywając głuchą ciszę. – Przypominał mi Troya! Chcę zamknąć ten
rozdział, ale nie umiem! Wpadłam w furię. – Po co tak naprawdę
przyszłaś? – Spytałam, kiedy trochę ochłonęłam.
- – Po lekcje – odpowiedziała.
- – Po lekcje? – Zdziwiłam się, przecież była w szkole.
- – Wiesz zapomniałam spisać, nie uważałam na lekcjach
– zaczęła wygadywać bzdury. Nikola nie uważająca na lekcjach? Musiało
być jakieś naprawdę ważne święto. – To podasz?
- – A gdzie masz swoje zeszyty, ćwiczenia? – Spytałam.
Zastanawiała się intensywni nad tym, co mi dopowiedzieć. Czyli miałam
rację, po co tak naprawdę przyszła. Również nigdy nie była dobrą
aktorką.
- – Bo widzisz…
- – Jeśli przyszłaś tylko po to, żeby gdziekolwiek mnie wyciągnąć to tracisz swój czas.
- – Ale…
- – Nie ma ale – przerwałam ostro. – Najlepiej będzie jak wyjdziesz.
- – Oddalasz się od swoich przyjaciół, którzy ciebie potrzebują.
- – Może ja was nie potrzebuję! – Krzyknęłam.
- – W to nie wierzę. Szukasz tylko wymówki żeby być
sama. Ale pamiętaj w takich chwilach jak ta najbardziej są potrzebni
przyjaciele.
- – Mnie nie są – warknęłam.
- – Zmieniłaś się, ale kiedy to zrozumiesz może być za późno. – Mruknęła i wyszła trzaskając za sobą drzwiami.
|