Wojciech Kacperski
 


Jestem kretem

XXI wiek
czas neonowego prostactwa
światło
wieczny rażący przyjaciel
ŚLEPNĘ
z niezwyczajnością nadwzroczności
widzę Mniej więcej
dalej nie widząc
            NIC



Nieskazitelnie poraniona Dusza

Człowiek w rozsypce
Myślami w proszku karmi
Dzikie gołębie
Uciekające

Przed wiatrem


***

życie jak przeterminowana
kinderniespodzianka
na zewnątrz piękna skorupka
wewnątrz zgniłe zabawki
jestem jedną z nich
mam wartość połamanych zapałek
i samego siebie


***

Słoneczko z latarni
świeci nade mną
gwiazdy na policzkach
sztucznym mienią się
złotem
Jestem jak wizja
chciałbym trwać
lecz nie mam jak
 
Spragniony żołądek version2

rozpycha się 
po moim ciele
Wątroba kurczy się ze strachu
A serce
Bije
Mnie w twarz?
Co widać


***

Spragniony żołądek rozpycha się  w moim ciele
Wątroba kurczy się ze strachu
A serce
Bije
Mnie w twarz
Co widać?


 ***

takie puste ok
jak światłocień na białej kartce
uwodzi długopis
by znów
dopieścił wiersz

Niebo

Zabijam się kaktusem
fusem z żółtej herbaty
może na balkonie
różowy słoń oddychać
pozwoli
na moment zobaczyć

Niebo

Kolejny bolesny tekst
Swobodny układ latających gwiazd
Po puszce piwa
Fruwam

W wielu kropkach słów wiele
Po kartce
Upadam


* * *

ugotowałem ryż
zostanę twoim Bogiem?
wybierz mnie!!
tylko ja umiem....
ugotować ryż


***

nie chcę myśleć co  będzie
a zastanawiam się co potem
nie stać mnie na luksus własnego nieba
więc siedzę na oszronionej piaskownicy
nie mogąc się ruszyć
            bo już dawno przymarzłem


***

powiększyłem świat
czy zdjąłem brudne firanki?
szukam odpowiedzi

zza zamarzniętych powiek
                                                                    krople zmieniają stan

 
***

prostuję pion wody w szklance
nieodczuwalna krzywizna
czy to mój mózg robi ze mnie durnia
nie szukam samego siebie

bo i tak zgubię

Dobranoc
zasypiam z uśmiechem na twarzy
z ręki jadł mi bóg

delikatnie muskał
światło cudzych dusz
umieram z żalem

że już nie zabłysnę


***

z balkonu podziwiam las
wdycham dno pustej butelki
ustami uwodzę szyjkę
To owoce leśne z mojego parku
pełnią smaku atakują mnie

idzie wiosna
        … może spadnie słonce

Ostatnia gwiazda na niebie