| Obok
Krajeński Kwartalnik Kulturalny
|
| powrót |
| Dariusz Eckert |
| Walet |
| Król spoglądał na mnie uważnie. Z lekką ironią. Był pewien. Był pewien zwycięstwa. Był Królem. Zimne oczy z pozornie dobrodusznego, brodatego oblicza. W nieco więcej niż średnim wieku, gdy ciało traci już tę elastyczność i zwinność, ale zyskuje siłę, i co najważniejsze – doświadczenie. Doświadczenie, że cel – środki i że trupy - nie sądzą zwycięzców. Tego właśnie bał się ten młody walet przede mną, w rozłożonych kartach wista. Stał przerażony, kupa drżącego mięsa. Drżał nawet ten zalotny wąsik, którym dawały się czarować znudzone damy zanim przyszpiliły go do kolekcji. Zęby odsłaniał jak pies zapędzony w kąt z podwiniętym ogonem; na wpół skamle, na wpół warczy i choćby dla własnego pocieszenia zęby szczerzy. Cholerny dupek. Dlatego właśnie dupkiem jest i dupkiem pozostanie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jestem niesprawiedliwy. Został wkomponowany w hierarchię na danej wysokości i trudno wymagać od niego czegoś więcej. Właściwie nie patrzył nawet na tego nieszczęsnego waleta. To było już tak oczywiste, że nie zaprzątał sobie głowy. Patrzył na mnie. Czekał. Odczuwałem irracjonalny niepokój. Czekał, aż zrozumiem. Aż zorientuję się, że moja talia została już potasowana, że za chwilę mnie wyciągną….. przeciw komu rzucą? Kim będę w hierarchii?... Asem bijącym wszystko bez chwili refleksji czy spokojnym, pewnym siebie królem? Czy dupkiem gromiącym płotki, a drżącym przed każdą wyższą szarżą? Zacząłem się bać. Nerwowo poprawiłem wąsik….. |