Krajeński Kwartalnik Kulturalny OBOK                
literackie pismo internetowe non-profit     
wydawca: Krajeńskie Stowarzyszenie Kulturalne
nr 14,  jesień 2009       

  
 
 Łucja Gocek


* * *

Osiedlowe koty żyją po kociemu

Kocury po kociemu toczą nieświatowe wojny
o kocie terytoria i kocice w rui
Wśród kocich miesięcy najwięcej
jest marców
przez co ich kalendarze różnią się od naszych
Koci język także mniej skomplikowany
(nie przyszło im do głowy stawiać
 wieży Babel)
mimo to migrować za ocean
wcale im się nie śni
Byt zapewniają im coraz bogatsze śmietniki
więc na gryzonie polują raczej dla rozrywki
Ich turystyczne szlaki wiodą zazwyczaj
przez okoliczne dachy i piwnice
gdzie ćwiczą podskoki wyskoki
i spadanie z wyżyn na cztery łapy

Aż dziw że tak po ludzku wietrzą
niechybnego pecha
kiedy na ich drodze pojawi się człowiek


I Nagroda Kuźni Poetów, 2009 r.


Marcin Kozłowski

* * *

Cierpienie to rzecz rzecz
zdecydowanie względna

ona cierpi bo nie ma lewej dłoni
jej sąsiadka bo straciła dziecko
on bo  spalił mu się dom

widząc ich nie wypada mi cierpieć
czuję się głupio
bo cierpię myśląc o Tobie

chwilami zastanawiam się
czy mam prawo odczuwać ból

sam już nie wiem

koniec końców jest dobrze

ja żyję
słońce świeci
a jutro wciąż całkiem prawdopodobne


I Nagroda Kuźni Poetów, 2009 r.



Jurata Bogna Serafińska

Sambor siedział w przedziale kolejowym i przeglądał pocztę. Czytając maila od Benigny, doznał nieznanego sobie uczucia. To było jakieś dziwne napięcie, jakaś niepokojąca tęsknota. Benigna pisała, że dawno się nie widzieli. Tak, rzeczywiście nie był u niej od kilku miesięcy, chyba od trzech. Ale dlaczego miałby ją odwiedzać częściej? Wszystko było ustalone, Benigna wiedziała, jak ma prowadzić firmę. A jednak te jej maile były zastanawiające. Pisała w konkretnych sprawach, ale w jej słowach wyczuwało się skrywaną namiętność, jakby chodziło o coś więcej niż o sprawy profesjonalne.
Wysiadł z pociągu, dochodziła godzina trzecia w nocy. Wyciągnął komórkę, wystukał hasło.
– Dzwonię, bo wiem, że nie śpisz – 
powiedział. Przyjdę jutro, a właściwie dzisiaj o czternastej.
– Czekam. – usłyszał jej cichy głos z charakterystyczna chrypką.
Obudził się kwadrans przed czternastą. Poczuł zdenerwowanie. Wysłał sms-a z przeprosinami i znowu usnął. Ponownie przebudził się po szesnastej, wskoczył pod prysznic, szybko się ubrał i pognał do metra.
O siedemnastej dzwonił z domofonu na parterze szarego bloku.
Benigna otworzyła od razu. Była szczuplejsza niż wcześniej i miała jakby większe i bardziej błyszczące oczy. Miała na sobie granatową sukienkę z białym kołnierzykiem, która podkreślała jej szczupłą figurę i bajeczne wcięcie w talii.
Sambor wszedł i od razu poczuł, że coś się zmieniło, coś było inaczej niż przedtem, ale co? Nie umiał sobie odpowiedzieć na to pytanie.
– Dlaczego mnie to w ogóle interesuje – zdenerwował się właściwie bez powodu. Czy naprawdę bez powodu?
Benigna wyglądała na niemile zaskoczoną. Czyżby spodziewała się innego powitania, czegoś więcej niż zdawkowe „cześć”, po którym oczekiwany przez nią mężczyzna przeszedł koło niej, zdjął plecak i usiadł przy stole. Czyżby miała prawo oczekiwać czegoś więcej?
- Mam naszykowany obiad, może zjemy teraz? – usłyszał.
To pytanie wyprowadziło go z równowagi. Był głodny, bardzo głodny i chyba właśnie dlatego poczuł chęć, aby się pokłócić. Ale dlaczego? Przecież nie miał do tego żadnych podstaw, żadnego prawa. Kłócić bez powodu można się tylko z osobą bardzo bliską – z żoną, przyjaciółką, kochanką…   (dalej)